Category Archives: kalendarz księżycowy

Woda, słońce …żniwa .Kiedy zbierać, żeby mieć pożytek.

Lato do tej pory nas nie rozpieszczało . Parę dni wrzątku, potem znów ulewy- wszyscy wiedzą , jak było .Lamenty ogrodowiczów, że „za dużo wody” przyjmuję jednak z pewną wątpliwością .Nie mówię tu rzecz jasna o Powodzianach, gdyż na ich terenach faktycznie było ZA dużo. Mówię o tych, którzy normalnie podlewają, a teraz nie musieli ….ale przeważnie podlewali przed ulewami, „bo lato, bo nie spodziewali się, że „będzie lało”. Nie odczekali, czy będzie naprawdę sucho, o nie, lali.A później, że „plaga ślimaków”, że zgnilizna . Slimaki zawsze rozmnażają się wyjątkowo dobrze tam, gdzie człowiek podlewa bez opamiętania .Dla wielu będzie to co najmniej dziwnym, że trzeba zdać się na naturalną wilgoć ( chyba , że prawdziwa susza i istnieje niebezpieczeństwo utraty zbiorów ) , bo „zawsze podlewali” .

No i źle: rozleniwili rośliny, glebę , zaprosili ślimaki .Człowiek ma to do siebie, że kombinuje ; ), aby mu było lepiej, tyle , że najczęściej przekombinowuje .

Tego roku więc i ślimaki i zgnilizna i pleśń….

Dopilnujmy więc chociaż dobrego zbioru (jeżeli coś zostało), a jeżeli kupujemy warzywa i owoce na rynku – pytajmy, kiedy zostały zebrane – sprzedawcy przeważnie nie będą wiedzieli, jaki był znak (nie wymagajmy zbyt wiele : ), nam wystarczy dzień kalendarzowy, pozycję Księżyca znajdziemy przecież wszędzie )to bardzo ważne, jeżeli chcemy coś przetworzyć lub przechować.

Kalendarz księżycowy jest niezbędny do dalszego, korzystnego postępowania ze zbiorami.

Do bezpośredniej i szybkiej konsumpcji możemy kupować to, co zostało zebrane w każdym praktycznie dniu (bo już nie będę męczyć, że to z samego nowiu jakieś takie mało wartościowe :) będzie ).Inaczej ma się rzecz z przetworami.

Oszczędźmy sobie roślin zebranych w dniu Panny , w te dni powstrzymajmy się też od przetwarzania: to świetne dni na prace w ogrodzie, ale nie na zbieranie -wyjątkiem jest zbiór pokrzywy do bezp.picia, sałatek , zup – ani przetwarzanie -produkty będą trzymały się słabo, mogą pleśnieć,
konsystencja też nie zadowoli- mówię o np. konfiturach przyrządzanych bez sztucznych dodatków, „żel-fixów” etc. Jeżeli chcemy „na gęsto”, to przyrządźmy owoce w głębokiej, może być miedziana, byle wtedy nie owoce kwaśne – patelni .Kwaśne – w ceramicznej .Wymaga mieszania, zachodu, ale warto .Kiedy? Księżyc w znakach Ognia /Baran, Lew, Strzelec (najlepsze) /- tak przed pełnią, jak i po pełni.Prawie równie dobre będą znaki Powietrza: Bliźniak, Wodnik, Waga .Niektórzy mówią, że „tylko po pełni”, ale doświadczenie pokazało mi, że słoje robione przed pełnią zamykają się też nieźle, a smakowo zawartość jest „pełniejsza”, aromatyczniejsza .

Niektórzy radzą też poczekać z pewnymi owocami do przymrozków, ale po pierwsze nie czekają ptaki : ) , którym i tak wypadałoby co nieco zostawić : ), po drugie – nie przedkładam smaku /bo po mrozie owoc jest „kruchszy, delikatniejszy, pozbawiony w sporym stopniu goryczki/ nad wartością – owoce jarzębiny mają po mrozie mniej wit.C . Czy więc warto czekać „na smak”?

Jarzębina robiona z miodem i tak jest świetna – bez względu na zbiór w ciepłe dni. Dla mnie ważne jest też, aby zbierać w dni słoneczne, aby zatrzymać najwięcej energii słońca – tego potrzebujemy przecież w ciemne, chłodne wieczory .

Nie zapominajmy o własnych mrożonkach – do nich zbieramy owoce/warzywa też w dni jasne, suche i w te same zamrażamy – jeżeli zrobimy to w dni , kiedy Księżyc „stoi” w znaku Wody (Ryby, Skorpion, Rak) , po rozmrożeniu będą ciapowate : ), wodniste, niewiele da się z nich przygotować .

Warzywa korzenne można pakować do słoi w dnie korzenia, czyli Koziorożca, Byka (Panna odpada) ,ale nie mniej dobrze konserwują się w dni Lwa, zresztą do słoja z np.marchewką i tak dodajemy liście chrzanu, laurowe – zależnie do smaku, więc chodzi o całość : ).

Przetwory pakujemy do piwnicy/spiżarni/na regały kuchni w te same dni, w które robiliśmy, czyli byle nie w dni Ziemi (Panna, Byk, Koziorożec) -tak potraktowane nie będą pleśnieć, psuć się – warto .

Z bogactwa propozycji letnich skarbów chciałoby się wymienić wszystkie, by każdy w zimie mógł zaczerpnąć słońca : ), ale być może wtedy umknęłyby najważniejsze, więc po kolei będę polecać to co uważam na najwartościowsze .Niedługo się skończą morele .Proszę robić nie tylko konfitury, ale i -chociaż nie pochwalam alkoholu pitego codziennie i/czy w nadmiarze -nalewkę, bo od lat stosowana jest w leczeniu anemii, wspomagania serca i ogólnie systemu krążenia, od lat wnosi do domu zimą lato -nienachalnie : ), bo przetrawione .

Na 100 dojrzałych, pachnących moreli z 90 wyjąć pestki ( o umyciu chyba wiadomo, że myjemy: ) : )), wszystkie (i te 10 z pestkami) włożyć do odpowiednio dużego słoja, zalać spirytusem pokrywając owoce, zamknąć solidnie i odstawić w ciemni na 3 miesiące .Następnie zlać, dodać po 1/3 szklanki cukru brązowego lub miodu na litr wlanego spirytusu ,spokojnie odczekać ,aż płyn przejmie cukier, przefiltrować przez płótno do butelek , zamknąć i pozwolić jej dojrzeć przynajmniej pół roku. Moreli nie musimy wzbogacać innymi składnikami: klasyczna, czysta jest doskonała sama w sobie .Jeżeli chcemy eksperymentować, można dodać 2 liście mięty czy pobawić się z łączeniem z np.melisą czy różą, ale moim zdaniem to „przedobrzenie”, które jednak nie wychodzi na dobre ani w smaku ani we właściwościach, ale de gustibus …; )

Sadzimy. Czy naprawdę wiemy, co ?

Majówki to czas giełd ogrodniczych, wystaw, czyli ożywionego handlu zielenią .

Parę z takich imprez udało się nam odwiedzić i konkluzje, no cóż, nie okazały się najradośniejsze .

Po pierwsze : sprzedawcy często nie mają pojęcia, co sprzedają, kupujący – co chcieliby rzeczywiście w swoim obejściu posiadać . Jak to możliwe ?

Odnośnie sprzedawców : w przypadku handlarzy roślinami zakupionymi od hodowców, jestem w stanie odrobinę zrozumienia wykazać, ale tylko odrobinę, ponieważ roślina to nie chińskie zabawki z naklejonymi informacjami „od lat 5″( co i tak jest zbędne, bo zwykle nie nadają się w ogóle do kontaktu ze skórą ), ale istota żywa, która, aby spełniała swoje funkcje – choćby i estetyczne ( jeżeli traktujemy ją już tylko funkcyjnie, co oczywiście nie jest ładne ), musi trafić w ręce kogoś, kto będzie umiał się z nią obchodzić i komu będzie potrzebna .

Nie zrozumiem na pewno informacji w sposób bezczelny wprowadzających kupującego w błąd, jak np. tabliczka ” garam masala ” na jednej z odmian …cząbru. Kiedy spytałam handlarkę, jak brzmi botaniczna nazwa sprzedawanej rośliny, usłyszałam :” To jest botaniczna .” Poinformowałam panią najdyskretniej, jak umiałam, że roślina o nazwie „garam masala ” nie istnieje i że jest to indyjska przyprawa, mieszanka, a to tutaj to cząber, ale pani tabliczki nie zmieniła .Widocznie miała to w nosie .

Nie zrozumiem też hodowców roślin, którzy uparcie twierdzą, że roślinka x jest mrozoodporną byliną, podczas, gdy absolutnie NIE jest i posadzenie jej w naszym gruncie skończy się przyjemnością trwającą akurat do pierwszego chłodniejszego deszczu .

Nagminne jest wmawianie kupującym właściwości, których roślina nie posiada (np. aromatyzacja alkoholu w przypadku zmutowanej i prawie w ogóle nie pachnącej, za to silnej i trudnej do wyplenienia trawy już pseudożubrówkowej  ) i przemilczanie cech mniej pożądanych, jak błyskawiczne rozrastanie się w ciężkie do opanowania, inwazyjne zarośla, co nie każdemu może się podobać .

Ubawił mnie sprzedawca róż z wystawionymi zdjęciami i napisanym: „czerwona”, „żółta”, „biała” . JAKA BIAŁA ? JAKA CZERWONA ?

Czy to możliwe, że hodując tę wspaniałe kwiaty nie jesteśmy w stanie ustalić ich odmiany, aby móc udzielić kupującemu jak najrzetelniejszych informacji ?

Dlaczego tak wielu sprzedawców doszło do wniosku, że rzetelność nie popłaca ?

Przecież są róże, które specjalnie nie nadają się np. do uprawy w rejonie północnym (nie ma zbyt wielu znawców starych metod, którzy potrafią przechować je w gruncie lub nawet w szklarni ) .Są takie, których cechy  – np. potężne, długie kolce sprawią, że amator je po prostu wyrzuci, kiedy tylko zaprezentują się w całej okazałości .Są takie nie znoszące cienia i takie, które zakwitną pięknie właśnie w cieniu . Czy to się nie liczy ? Czy jest nam aż tak obojętne, co się stanie z rośliną, którą sami wyhodowaliśmy ?

Przepraszam, ale to niesmak. Podejście do swojego towaru jest miarą wiedzy sprzedawcy. A w tym zawarty jest również szacunek do klienta ….lub jego brak .

Z obserwacji relacji klienci : handlowcy wynikało, że pytania dotyczące roślin powodowały u sprzedawców niepotrzebną nerwowość ( nie można być dobrym i nerwowym ogrodnikiem : ) i gubienie się w kłamstwach . Gdyby chociaż traktowali swoją niewiedzę z dystansem ( uczymy się całe życie i i tak nie wiemy wszystkiego ), mieliby pewnie lepszy utarg : ) .

Wyjątki były rzadkie, ale były – to pocieszające : ) .

Przyznaję, że sporą winę za taki stan rzeczy ponoszą klienci .

Dlaczego ? W 99 % kupują tylko wzrokiem, potem wzrokiem i ceną . Interesuje ich najczęściej reprezentacyjność, szybkie owocowanie lub kwitnienie, nie interesuje ich -lub rzadko – pochodzenie rośliny, gleba, gatunek, prawidłowa nazwa. Nic dziwnego , że sprzedawcy mają to gdzieś . Szkoda .

Ale to nie wszystko .Klienci narzekają na ceny, które wcale nie są bardzo wysokie, jeżeli chodzi o ten segment, nieładnie ujmując, towarów i robią to w sposób nieraz przykry :” Pan to se siedzisz i panu rośnie, a chcesz aż 10 : ) złotych za sztukę? „. Taki klient pewnie nigdy nie wyhodował sam drzewka, ale myśli, że wygląda to właśnie tak, jak przedstawił . Klienci chcą, aby rosło i tyle . Przychodzą nieprzygotowani, bo liczą na fachowość sprzedawców, a tu….błąd . Trzeba się było przygotować : ) .

Podsumowanie ? Z ogromną przykrością powiem  : zwycięstwo bylejakości i to w sporej części po obu stronach lady. Czy jest lepiej w szkółkach ogrodniczych ? Odrobinkę, a i to nie w każdej . Rośliny są często zalewane, chorują, zamiast wyleczenia – mają obcinane chore liście tak, że klient nie jest w stanie w pierwszej chwili zorientować się, czy kupuje zdrową. Chyba przeżyliśmy mały szok, bo nigdzie poza Polską nie spotkaliśmy roślin w tak przykrym stanie wystawionych do sprzedaży, ale wciąż bronimy przekonania, że to kraj w niczym nie ustępujący innym, że jak każdy, ma różne strony i to go w niczym nie dyskwalifikuje . Podobno Polacy kochają kwiaty. Na wystawach, w szkółkach, centrach ogrodniczych raczej tego nie zauważyłam. Zauważyłam pośpiech, zysk ponad wszystkim i totalne niedoinformowanie we własnym przecież interesie .

Zaczynamy więc, ze świadomością, że łatwo nie będzie .Zaczynamy z nadzieją, że będziemy mogli jednak poinformować o dobrych szkółkach i dobrych ogrodnikach .

Na wystawach chętnie kupowano drzewka owocowe .Pięknie .Odmiany były wypisane, a jakże ,choć nie zawsze zgodnie z prawdą : ), bo czereśnia „Buttnera ” nie jest tym samym, co  czereśnia „Burłat ” (niezgodność etykietek na drzewkach i tablicy przymocowanej na czereśniach ) .

Inna rzecz, że większości kupujących było to obojętne .

Czy powinno ?

W ofercie były przede wszystkim odmiany nowe, wielokrotnie „ulepszane „, aż do … zniszczenia podstawowych wartości rośliny : jej wytrzymałości, aromatu, smaku . Gdybyśmy pytali o stare, najlepsze z najlepszych odmiany, czy w końcu hodowcy nie byliby skłonni zająć się ich przywracaniem do łask ?

Dlaczego stare odmiany, wspaniałe, w większości całkowicie odporne na mróz, choroby, nie pękające w najcięższe deszcze zostały zastąpione przez „owocowe automaty”, zależne od nawozów, podlewania, okrywania … ?

Przy starych odmianach wystarczył nawóz naturalny, a i to nie trzeba było tego nawożenia pilnować, bo owocowały corocznie i wdzięcznie .Więc wyprodukowano NOWE .Takie, którym koniecznie potrzebne są jeszcze ZAPYLACZE, bo przecież trzeba sprzedać więcej . A nie można mniej, ale dobrze ?

Służymy więc niniejszym przykładami paru starych odmian czereśni, które warto, pod każdym względem warto mieć w swoim sadzie :

-Donissena żółta – małe wymagania glebowe, w Niemczech znana od XIX wieku, sprawdzona i u nas, wybitnie mrozoodporna

- Kanarkowa – urośnie wszędzie

- Różowa wczesna = Annonajska = Marmurkowa, b. wytrzymała na mróz

- Kunzego – b. wytrzymała na mróz

-Kassina wczesna – zanotowana od 1860, w miarę wytrzymała na mróz,

-Wielka Czarna Chrząstkowa, odnotowana w 1540 we Francji, dostępna w szkółkach niemieckich (Grosse Schwarze Knorpelkirsche ) oraz czasami w sadach śląskich czy warmińsko- mazurskich, b.aromatyczna, bez żadnych wymagań co do gleby i klimatu (pewnie poza pustynią : ) ),

- Schneidera późna chrząstkowa, a chrząstkowa oznacza m.in., że poza specyficzną strukturą miąższu owocuje corocznie i obficie – to kilka ze starych odmian doskonale u nas sprawdzonych .

Czy znalazłam na targach chociaż jedną z tu wymienionych ? Nie.

Jeszcze jedną sprawą, o której klienci powinni wiedzieć, są podkładki . Od nich zależy, czy drzewko będzie karłowe ( nie polecam, ale jeśli mamy maleńki ogródek, to cóż, trzeba kupić karłową ), czy będzie rosło silnie i wysoko i, w dużej mierze, czy zacznie chorować, przemarznie, zginie .

Aby nie wdawać się w dyskursy omawiające mnogość podkładek, powiem krótko: kiedyś czereśnie szczepione były głównie na tzw. antypce – Prunus mahaleb, teraz zmieniły się odmiany, często gleba, więc nie jest to już najlepszy pomysł, a i bywa, że w przeciwieństwie do wiśni, czereśnia nie zawsze antypkę „łapie „. Sama wybrałabym czereśnie na Prunus avium, czyli czereśni ptasiej, ponieważ jest to podkładka silnie rosnąca, wytrzymała i najlepiej korelująca z „przyczepioną ” odmianą – ostatecznie to rodzinka : )

Co do łaciny: kiedyś czereśnia po łacinie była Cerasus avium, teraz, wedle najnowszej nomenklatury – Prunus avium . I komu to było potrzebne….? : )

Mam nadzieję , że zbytnio się Państwo na krytykę nie obrazili, ale czasami spojrzenie z boku może zwrócić uwagę na rzeczy, które dotychczas omijaliśmy, a być może niepotrzebnie .Wierzę, że to początek pozytywnego dzielenia się wiedzą w drodze do szerszej świadomości  i że w następnych wpisach będzie już tylko pozytywnie : ).

A w kalendarzu księżycowym: od dzisiaj przez kolejne 4 dni ( do 12.maja włącznie ) jest najlepszy czas do sadzenia drzewek i wszelkich bylin .

___________________________

Czytelnia :

„Pomologia ” Prof . A. Rejman,

- termin „pomologia ” pochodzi z łac. pomum – owoc, ale i Pomony  – rzymskiej bogini sadów i ogrodów   

„Pomologie des praktischen Obstzuchters „, N.Gaucher , 1894

„Obstsorten „, G. Schaal , 1930

Pożywienie: nie jesteśmy koszami na śmieci.

…co nie wszystkim wydaje się oczywiste, niestety.

Patrząc na sklepowe półki migają utrwalacze (nie utrwalą naszego organizmu), wybielacze (nie wybielą honoru producentów), barwniki ( od nich życie nie stanie się kolorowsze), a także cała masa innych składników posiadających właściwie jedno, wspólne zastosowanie: zapchanie żołądka byle czym i rozregulowanie systemu immunologicznego. Czy rzeczywiście musimy to jeść, czy nie możemy się obyć bez pełnego kosza śmieci? Czy „tanie” jedzenie jest naprawdę „tanie”, czy koszty jego spożycia, które ponosi nasze zdrowie i środowisko przekraczają jednak cenę, jaką widzimy na etykietce w markecie?

Weźmy mąkę pszenną: kiedyś pszenica była jednym z pokarmów pełnowartościowych , ale to było dawno. Teraz, zepsuta różnymi odmianami ,zatruta nawozami, w dodatku wciąż ciężkostrawna zalicza się do typowych alergenów, ale wciąż słyszymy „specjalistyczne” : ” Chleb pełnoziarnisty jest najzdrowszy” .JAKI ?

I dlaczego ? Dlaczego ma być zdrowym chleb z ziarna wyrosłego na zatrutej chemią ziemi, ziarna pryskanego od zewnątrz i odżywianego byle czym wewnątrz, często podpleśniałego, wreszcie z ziarna, na które wcale nie jest aż tak tolerancyjnie nastawiony nasz żołądek, bo o wiele lepiej akceptuje inne, np. orkisz czy zwykły jęczmień, z którego chleba nie uświadczysz ,a które to zboże wcale nie jest gorsze i  o wiele lepiej tolerowane przez alergików? Nawet żyto …. Nie, mamy jeść pszenicę  i koniec .Gdybym miała wyrazić opinię, który chleb jest mniej odpowiedni : pszeniczny biały ( z mąki oczyszczonej ) czy pełnoziarnisty ( z grubej ) powiedziałabym : jeden wart drugiego .Substancje pochodzące z pestycydów, a tkwiące obficie w łupinie już sprawiają, że go nie tknę . A w białym…no tam to już nawet nie ma co jeść : ) .Dodatkowo należałoby zapytać : a jakie te chleby ? Bo dzisiaj są z drożdżami (kompletne nieporozumienie, wręcz karygodne ) , spulchniaczami, barwione karmelem itd., co w ogóle nie nadaje się do spożycia .Co gorsza, piecze się też chleby mieszane : pszenno – żytnie :te zboża dawniej nie rosły na polu w mieszance i nie powinny być razem jedzone .To chciwość białego człowieka wyhodowała pszenżyto : twór obcy organizmowi i bardzo ciężko przez niego akceptowalny .

Czy popaść w obłęd i kontrolować każde pieczywo ? Skądże : ), w sklepie się nawet nie da : ). Szansa, że dowiemy się, z czego chleb jest naprawdę , równa się raczej zeru . Możemy zrobić go sami .A jeżeli nie ?

Szukajmy chlebów z JEDNEGO rodzaju zboża, nigdy mieszanych, nigdy „bogatoziarnistych „, ponieważ często wrzuca się tam ziarna importowane z Chin, a obarczone ciekawą przeszłością ; ), w tym soję GMO .

Chcemy ziarenek – jedzmy słonecznik, siemię lniane, ale OSOBNO .Chcemy dobrej mąki : wybierzmy się do młyna, którego gospodarz uprawia zboże, u którego możemy zobaczyć pole i rośliny : nawet, jeżeli jest coś, co nam się nie spodoba, to mamy pewność, że mąka nie przyjechała z drugiego końca świata i nie jest „ulepszana” kredą (niestety, i tak bywa) . Zbyt uciążliwe? Nie jest uciążliwym wyjazd do centrum handlowego, ale wizyta u młynarza – już tak ? W takim wypadku nie zmienimy niczego .

Na jakie mąki na rynku dobrze jest zwrócić uwagę ?

-orkiszową-z tzw.pszenicy (!) orkiszowej, można rzec, „prazboża”, uniwersalnego w swym działaniu i niesamowicie energetycznego (jest mnóstwo literatury na temat orkiszu)

-z ciecierzycy = cieciorki, nadającej się nawet dla osób w podeszłym wieku, delikatnej i wyrazistej

-owsianą- właściwa przy prawidłowym krążeniu,

-gryczaną- usprawnia pracę nerek i przydaje się przy procesie krwiotwórczym ,bezglutenowa,

-orzechową-zależy z jakich orzechów- z arachidowych nie polecam ze względu na przykre praktyki mielenia orzechów uszkodzonych, nie nadających się do „detalu”, bywa, że podpleśniałych .Z włoskich i owszem , ale też dobrze byłoby na wszelki wypadek …powąchać : ), co się opłaca, bo dobra mąka z orzechów włoskich to vit.B i E . Z orzechów pekan też niezła, posiadająca jednakże poważny minus: bardzo droga .

-sojowej nie polecam wcale.Po pierwsze  ze względu na modyfikowanie, po drugie – na jej ciężkostrawność .

-jęczmienną- i tutaj: według makrobiotyki jęczmień jest dobrym odkwaszaczem organizmu i działa kojąco na nerwy, ma też wit. PP . Według medycyny Hildegardy – w ogóle nie nadaje się do spożycia .Przytaczam oba poglądy, ponieważ każdy powinien sam zaobserwować, co jest dla niego odpowiednie. Poza tym nie zawsze, krytykując jęczmień za ciężkość wspomina się o tym, że spożywany po ryżu jest o wiele lżej strawny. Tylko kto miałby ochotę na jęczmień po ryżu ? : )

-żytnią ( gdyby była dla nas za gruba, można przesiać przez drobne sitko )- tylko na chleb, aczkolwiek przy delikatnym, chorym żołądku nie polecam wcale – za ciężka – z czego pewnie uśmiechnęli by się Skandynawowie, ponieważ tam jest zbożem podstawowym, a wpływa m.in. na wytrzymałość mięśni .

-kasztanową ( z kasztanów jadalnych ) – rozgrzewa nerki (przydatna zwłaszcza w zimie ), dobroczynne dla dzieci, ale i starców

- z prosa :wyjątkowo zboża zasadowego, mającego kapitalny wpływ na śledzionę (jednak proso jest korzystniejsze w formie kaszy jaglanej, podobnie, jak ryż w formie całych ziarenek, a nie – mąki ) , sporo vit. B., bezglutenowa

-ryżowa – od biedy może być, sporo skrobi, bezglutenowa, byle nie często

-ziemniaczana, dobrze znana – zagęszczanie nią sosów i zup woła o pomstę do nieba, ponieważ tworzące się w wyniku połączenia np.mięs, warzyw i  mąki ziemniaczanej substancje są dla organizmu porównywalne strawialnością z kamieniem. W krochmalu dobrze jest się wykąpać : ), nawet alergikom, więc miejsce mąki ziemniaczanej ( poza rzadkimi, a niezdrowymi przypadkami dorzucenia jej do ciasta, co też nie jest konieczne ) jest w łazience .

- mąka z amarantusa -dobrze przyswajalne białko sprawia, że polecam ją z czystym sumieniem, dodatkowo spora zawartość m.in.wapnia i magnezu czyni ją jedną z mąk najwartościowszych

-mąki bardziej egzotyczne nie są w mojej opinii najkorzystniejszymi produktami dla systemów trawiennych, ale i całości organizmów tubylczych : ), wobec czego, przynajmniej na razie pozostanę przy skrótowym opisie wyżej wymienionych.

Z każdej z nich da się upiec chleb. Na zakwasie. Poza tym z wielu:placuszki, ciasta, z cieciorkowej nawet niezłe kluseczki przypominające kopytka.

Pszenna ? Weźmy najpopularniejsze odmiany :  tzw. „pszenicę twardą” -durum – i „miękką”. „Twarda” zawiera więcej glutenu . Ogólnie pszenice mają najwięcej glutenu oraz protein wśród zbóż. Pierwotnie stare odmiany pszenicy oddziaływały pozytywnie na wątrobę . Jeżeli chodzi o nowoczesne – po prostu nie odważę się tego powiedzieć .

Szczególnie proszę uważać na stosowanie mąki krupczatki ze względu na potężną ilość śluzu w organizmie po jej spożyciu . Co gorsze, : ), krupczatka nie nadaje się nawet do kąpieli .

Nie polecam też kukurydzianej : w aktualnej sytuacji, kiedy dostanie niemodyfikowanej kukurydzy graniczy z cudem, automatycznie z mojego menu wypada i pochodna mąka.

Wymieniłam mąki, które zaliczam do najlepszych, jednak nie podam nazw firm , ponieważ na polskim rynku dopiero robię rozpoznanie : ), na skutek którego już wiem, że są dostępne, ich jakość jest ogólnie niezła, więc nie ma sensu wyróżniać któregokolwiek z wytwórców  . Przy kupnie mąki proszę zwrócić uwagę na kraj pochodzenia : pozaueropejski (poza ryżową ( Azja) i kasztanową (Francja , Niemcy ) raczej ją dyskwalifikuje ( długa droga oznacza dodatki często nie ujawniane na etykiecie oraz drastyczne ; ) sposoby przechowywania eliminujące składniki odżywcze .

Co „rzuca się w oczy”, to – powtórnie muszę powiedzieć „niestety” – zapatrzenie sporej części polskiego społeczeństwa w produkty zachodnie lub w ogóle zagraniczne przy jednoczesnym lekceważeniu rodzimych . Wielu zauważyło, że czasy , kiedy tzw. Zachód bardzo uważał na niezmienną jakość swych eksportowych towarów po prostu się skończyły, że świat jest podzielony na rynki „lepsze i gorsze”(Polska została dość obcesowo potraktowana jako rynek nawet nie „B” , ale „C” ) i że często produkt polski- szczególnie regionalny- przewyższa jakością pozostałe. To nie żart. Mimo sympatii do wielu ludzi z innych krajów nie możemy zapominać o obiektywizmie : o ile faktem jest wciąż lepszy proszek do prania przywieziony z Niemiec, to proszę przestać się łudzić, że firma z tego samego państwa przyśle nam (lub wyprodukuje na miejscu ) odzież czy żywność takiej samej jakości, jak na rynek własny czy szwajcarski -pomijam, że skandale z żywnością w Niemczech nie należą do rzadkości .  Poprzez zainteresowanie żywnością polską i zwracanie uwagi na konieczność tradycyjnego sposobu jej wytwarzania możemy tylko zyskać .

Wszędzie najlepsza żywność wytwarzana jest głównie na rynki lokalne, nie na eksport.W Polsce ten proces się zaczął i mam nadzieję, że zostanie podtrzymany.

Tyle o mące, wciąż zajmującej podstawowe miejsce w kuchni polskiej, która jest jedną z najlepszych na świecie ( nie tylko moim zdaniem), na początek .

Po pierwsze cierpliwość.

Czy jeszcze pamiętają Państwo, że istnieje taka wartość  ? : )

Biegniemy codziennie . Po pieniądze, przedmioty, po zdrowie – najlepiej wszystko od razu, nie chcąc nawet skojarzyć, że wszystko naraz niekoniecznie musi oznaczać utrzymanie tego w zadowalającym nas okresie, czyli do końca życia : ) .

W biegu pomijamy doświadczenie, a ono uczy, że większość z tego, co nagle, nie jest równoznaczne z ” najlepiej ” . Nie chce nam się zapoznawać z procesami natury, z wiedzą przekazywaną od pokoleń – po co, przecież „i tak umrzemy” . Gdyby w ten sam sposób myśleli przodkowie….

Na szczęście myśleli zupełnie inaczej, stąd sam szacunek do ludzi, którym zawdzięczamy bogactwo informacji, wymaga odpowiedniego podejścia, więc i czasu .

Możemy powierzyć założenie ogrodu typowej firmie, zakreślając zaledwie obszar, życzenia, wymagania . Możliwe, że będziemy zadowoleni . Jak długo – to kompletnie inna sprawa : ) .

Weźmy pod uwagę przeciętną rodzinę, w której przecież żyją niecałkiem przeciętni ludzie: każdy z nich, nawet, gdy statystycznie ( koszmarne ujęcie obrazu społeczeństwa ) odpowiada mu „wszystko”, co ma do zaoferowania „przeciętna ” firma ogrodnicza, w końcu jest innym od kolejnego,

posiada :

    specyficzną konstrukcję zdrowotną

    marzenia

    potrzeby

    poczucie estetyki ….

które nie muszą odpowiadać pozostałym członkom rodziny . Dopasowanie otoczenia tak, aby był ono radością i pożytkiem dla wszystkich mieszkańców jest wyzwaniem i wymaga nie tylko wiedzy i doświadczenia, ale i możliwości współpracy z Ludźmi poszukującymi wskazówek, zrozumienia dla ich idei kształtowania otoczenia na lata, nie na chwilę .

Owszem, komuś może zależeć na kawałku ziemi, na którym corocznie będzie eksperymentował, zmieniając wszystko wedle mody, zapatrywań , etc., ale wtedy nigdy nie stworzy ogrodu, który jest jego autentycznym wyrazem, nie mówiąc o tym, że nie doczeka wspaniałości dojrzałych roślin .

Ogród i tak się zmienia, codziennie, SAM.

Owszem, można błyskawicznie wykreować piękny zakątek sadząc wyrośnięte, obficie poganiane do wzrostu rośliny, którym bez nawozów zajmie parę lat zanim przyzwyczają się do nas …lub nie, ewentualnie radośnie je dokarmiać sypiąc chemię w swoje podwórko, można sadzić modne, zmodyfikowane kreaturki, aby potem zdziwionym stwierdzić, że pszczoły nie chcą na nich siadać, można instalować systemy nawadniania, aby następnie walczyć z ” tymi wstrętnymi ” ślimakami – oczywiście chemią, można też obserwować, jak żółkną nieomal sztuczne iglaki i zastanawiać się, dlaczego, ale można też inaczej .

Można bowiem tak zaplanować i ucieleśnić swoje wyobrażenie miejsca na życie, aby, poza codzienną radością, z roku na rok nie musieć pracować w nim…coraz więcej : ).

Lubimy harówę w zieleni ? Ależ tak . Ale z wiekiem sił nie przybywa, czasu też jakby nie, a porządku dookoła by się chciało….

Od czego zacząć ?

Jeżeli już kawałek ziemi mamy, od rozpoznania jej właściwości, tzn : czy jest kwaśna, czy wapienna itp., czy poziom wód gruntowych zadowalający, czy dużo żył wodnych, ile opadów średnio, czy teren często nawiedzają wichury ….to wszystko naprawdę ma znaczenie, jeżeli nie chcemy sadzić roślin, które  i tak nie będą miały ochoty tam mieszkać .

Nawiasem mówiąc, jakość ziemi można poznać choćby po roślinach, które już tam są – to one powinny być pierwszymi doradcami . Weźmy wrzos : tam, gdzie naturalnie występuje, nie ma co marzyć o znalezieniu wody płyciej niż 2 metry pod ziemią .

Jeżeli dopiero zakup planujemy ….. wszystko, co wyżej wymienione, wciąż aktualne : ) plus więcej : warunki niezadowalające możemy odpuścić i poszukać właściwych .

Co znaczy „właściwych ” ? Z idealnym miejscem na Ziemi jest trochę tak, jak z idealnym …życiem. Prawie każdy wyobraża sobie, że jest, ale kiedyś przychodzi dzień, gdy wiadomo, że …….: )

W poszukiwaniu miejsc właściwych  musimy więc wziąć pod uwagę indywidualność osób, które będą chciały tam osiąść . Dlaczego ?  Dlatego, że np. osoby cierpiące na astmę nigdy nie powinny się osiedlać w pobliżu skupisk silnie uprzemysłowionych, reumatycy i… melancholicy – na bagiennych dolinach ( ale czasem górka niedaleko bagiennej doliny już ma całkiem inne właściwości ) itd.

Na takie przebieranie możemy sobie rzecz jasna pozwolić dysponując odpowiednią ilością środków płatniczych :), a co, jeżeli mamy „akurat na to i na nic innego „? 

Wtedy należy zrobić wszystko, aby miejsce, które nam się trafiło, uczynić najlepszym z możliwych .Jak ? Stosując wiedzę przodków, gdyż nowoczesne technologie raczej nam w tym – w ogromnej większości – nie pomogą . 

To w skrócie, co ustalamy, kiedy chcemy się zabrać za miejsce do życia .

Za dużo filozofii ? No cóż, Państwa decyzja, ale patrząc, ile czasu poświęca się czasem doborowi sukienki lub krawata, trochę mnie dziwi, że dom można nabyć tylko dlatego, że „jest niezła oferta mieszcząca się w posiadanych środkach”.

Kiedy takie ustalenia podjąć ?

To zależy .

Może to zabrzmi śmiesznie i sprawi, że wielu z Państwa zakończy lekturę na tej stronie, ale TO się sprawdza : nie szukajmy miejsca na dom ani domu przy samej pełni Księżyca – wtedy bardzo łatwo o błędne wybory materialne .

Kiedy już znajdziemy coś, co by nam odpowiadało ….Prześpijmy się z tym tematem w dzień, w którym Księżyc znajduje się w znaku Raka, kiedy intuicja wyśrubowana jest do maksimum – oczywiście, jeżeli jej nie zabiliśmy obłędem mierzenia i ważenia najlżejszych jej odruchów ; ) . Przemyślenia w takim czasie ukierunkują instynkt, a ten powie nam, czy miejsce jest dla nas .

Tyle o cierpliwości- jednym z elementów sztuki uważnego podejmowania decyzji .

Dom: życie, zdrowie, bezpieczeństwo.

Wstępu część czwarta, ostatnia .

Było o Księżycu, ziołach, relacjach z otoczeniem, więc czas na dom, aby był nim naprawdę . Fakt, że niektórzy traktują dom jak sypialnię z wyszynkiem, pominę milczeniem :ilu ludzi, tyle opinii ;jeżeli ktoś uważa, że miejsce, w którym codziennie zaczyna się i kończy jego dzień, nie ma większego znaczenia, nie mają znaczenia materiały, z jakich jest zbudowany, nie mają znaczenia kolory, przedmioty, usytuowanie…- jego sprawa, byłoby nam jednak miło, gdyby zechciał wykorzystać choć cząstkę wiedzy na temat dobrego domu – dobrego, znaczy domu żyjącego, ciepłego i pozwalającego żyć jego mieszkańcom ( nie ważne, że dla niektórych zabrzmi dziwnie, kiedyś to powiedzieć trzeba :)  ) i po prostu spróbować wprowadzić małe zmiany . Gdyby nie – nikt zmuszać nie będzie : ) .

Sam dobór odpowiedniej dla nas formy architektury jest tematem – rzeką, zacznę więc od tego, co nas otacza, od ciągłego tańca z elementami naszego środowiska .Sposób, w jakie zmieniamy je my, pozwala przypuszczać, w jaki sposób będą one zmieniały nas – proszę o tym pamiętać wprowadzając wrogie żywym organizmom materiały do ich przestrzeni .

O tym, co powinniśmy zbudować  i jak mieszkać informuje nas nie tylko nasza biologia, ale i psyche – stąd wynikają rezultaty, a że są one często dziś, powiedzmy delikatnie, mocne ; ), świadczy to o co najmniej zapętleniu w świecie nadmiaru . Niestety, nadmiar tyczy przeważnie rzeczy zbędnych.

Podobnie z odżywianiem : jesteś tym, co jesz . Dalej: tym, jak i gdzie mieszkasz, co czynisz sobie i innym, etc.

Poprzez uważne studiowanie i próby pojmowania symetrii w naturze, też symetrii pól elektrycznych, które wpływają na zdrowie, czy nam się to podoba, czy nie, odkrywamy proste wzory . Te proste wzory znane  od niepamiętnych czasów są deformowane wszelkimi dostępnym metodami i wysiłkami głównie w jednym celu : zysku, tymczasem prostota jest ważna, bo nie zawodzi nigdy : dostajesz to co widzisz .Co możesz potwierdzić oglądem historii, co możesz w każdej chwili odczuć, sam spróbować .

Raz wykształcone poczucie odpowiedzialności za życie swoje i najbliższych, za świat, w którym żyjemy, jest siłą, której już nigdy nie zechcemy się pozbyć, ponieważ widzimy, że pozwala nam ona podejmować decyzje dobre . Myślę, że człowiek, któremu dano szansę postępowania dobrze i widzi tego owoce, niełatwo sięgnie po dobra przeciwieństwo, więc jest to, mówiąc nieładnie, lecz prawdziwie, w interesie wszystkich .

Zwracając się w stronę pięknej archiektury, łagodnego kształtowania miejsc do życia dostrzegamy, dlaczego kształtowanie żywej przestrzeni musi stworzyć energetycznie żywą przestrzeń – żywą, czyli tam, gdzie energia może wydajnie oddychać, więc i  wielokrotnie powiększać rezonans zwany świadomością : cel wszystkich żywych systemów .

Przestrzeganie rytmów natury, działanie razem z nią, dobór elementów, wykorzystanie istniejących i umiejętne włączanie upragnionych, odkrywanie siły człowieka i umiejętność jej wykorzystania, bogacenie otoczenia bez szkodzenia jego harmonii – to pokrótce zakres naszej ( bez nacisku na własność :), zaledwie z podkreśleniem naszego upodobania do niej ) filozofii, którą  dzielimy  się chętnie, serdecznie witając każdą Indywidualność  .  :)

P. S. Kontakt mamy nadzieję wkrótce, prosimy jeszcze o wyrozumiałość.

Księżyc: srebrny sojusznik.

Wstępu część druga, wyjaśniająca, dlaczego Księżyc jest w oczach jednych ważniejszy niż w oczach innych .

Stoimy (większość z nas ) mocno na ziemi. Tak nam się przynajmniej wydaje. Korzystamy lub staramy się korzystać z najnowszych technologii, patrzymy w przyszłość i …co jakiś czas dziwimy się poczuciu, że ziemia spod nóg jakby uciekała, że w powodzi zdobyczy cywilizacji, zamiast czuć się pewniej i silniej, nagle znajdujemy się w miejscu, w którym myślimy :”stop, tak dalej nie mogę”.

Obejrzyjmy się na chwilkę :fascynacja gadżetami pochłania coraz więcej czasu i pieniędzy, praca, aby na te gadżety zarobić – bynajmniej nie mniej, w końcu i odpoczynek nie jest tym, czym być powinien: chwilą odnowy. Nawet w czasie pięknego urlopu zakrada się myśl: „trzeba będzie wrócić”. Czasami trzeba, ale ten powrót nie musi być tym samym powrotem, co zawsze. Czasami zaś można wybrać zupełnie inną drogę -od tego mamy możliwość wyboru…
przynajmniej mieć ją powinniśmy, a jeżeli nie – czy zrobiliśmy wszystko, aby jednak w naszym zasięgu się znalazła ?

Czy wykorzystaliśmy proste dary natury, czy przyjęliśmy je czy też odrzuciliśmy z pogardą?   

Czy człowiek w miarę zdrowy, ale mieszkający w „chorym” (np.zagrzybionym, przykrytym azbestowym dachem ) domu lub wypoczywający w ogrodzie wśród roślin produkujących olejki eteryczne dla jego organizmu akurat niekorzystne, może czuć się na dłuższą metę dobrze ? Czy człowiek w miarę zdrowy, napychający się regularnie w czasie, kiedy to najmniej właściwe i głodujący, gdy akurat jego organizm woła o żywność, nie kusi losu? NIE? „Bo nie będzie się przejmował drobnostkami” i „wszystko jest dla ludzi” ? A tak, wszystko: dla tych, którzy potrafią tego wszystkiego użyteczność lub nieużyteczność ocenić. Jeżeli „wszystko jest dla ludzi”, dlaczego nie wskoczyć do ognia, kiedy inni skaczą? Postępują właściwie ? Efekty postępowania większości dają się zaobserwować w pierwszej kolejności w kolejkach w placówkach służby zdrowia, ale przecież „postępują według wytycznych oficjalnego systemu edukacji”. Dlaczego informacji wyniesionych z „jedynego słusznego systemu” nie uzupełnić o fascynującą, aktualną od wieków „resztę” i….wtedy dopiero przyjrzeć się swojemu postępowaniu ? Zgoda, że takie konkluzje wymagają czasem sporych wyrzeczeń, najczęściej też przebycia pewnych, mocno wydeptanych dróg, nie mówiąc o czasie czy dojrzałości. Refleksje pozostawiam Państwu.

Nieodłącznym elementem naszych konsultacji jest związek danego zagadnienia z cyklem przyrody, również Księżyca.

Do dziś wiele osób w kraju niestety, nie rozumiejąc, ani nawet nie potrafiąc wyobrazić sobie korzyści wynikłych z zastosowania prostych reguł przyrody, usiłuje ośmieszyć ludzi promujących je, o czym słyszeliśmy (szczęśliwie nie odczuliśmy tego jeszcze na własnej skórze) wielokrotnie. Pociechą jest, że nie mniej dostrzega pozytywy wynikłe z wiedzy o naturze i nic sobie z kpinek nie robi, wiedzę przekazując dalej . Tu aż prosi się, aby powtórzyć za Leonardo da Vinci:
” Jeżeli chwalisz coś, czego nie rozumiesz, czynisz błąd, ale o wiele gorszym błędem jest potępianie tego”. Medyczną wiedzę starożytnych Egiptu, Chin, Indii i in. usiłowano zdyskredytować wielokrotnie i za każdym razem – w większości, gdyż szkód uniknąć się nie dało -mało skutecznie. Teraz przemysł, wyrywając idee wielu antycznym medykom usiłuje zawłaszczyć to, z czym przecież oficjalnie walczy. Mało tego: niektórzy usiłują zawłaszczyć same idee : są „jedyni prawdziwi” znawcy medycyny św.Hildegardy (ciekawe, co powiedziałaby na to sama św.Hildegarda, mniszka przedobrego serca  ) , „jedyni prawdziwi” znawcy starego poglądu na uprawianie ziemi, teraz nazwanego permakulturą …wszyscy ci oczywiście chcą „jedynie dobra i czystości nauki” i  wraz ze zdobyciem kawałka papieru od, często tematycznych nuworyszy, uważają, że mają prawo zakazać stosowania świeżo pojętych metod innym bez swojego błogosławieństwa lub podważyć ich umiejętności . Dla nas to trochę dziwne, ale przede wszystkim-smutne i nie mające wiele wspólnego z etyką ani pozytywnie pojętym humanizmem.

„Naszą szczególną polską patologią jest obojętność na głosy przestrogi i lekceważenie postulatów działań zaradczych. Dotyczy to nawet sytuacji, które nie wymagają znaczniejszych nakładów materialnych. Społeczność polskich uczonych zdała sobie sprawę, że obecny poziom nauki w naszym kraju nie odpowiada potrzebom ochrony zdrowia ani twórczym możliwościom młodej kadry naukowej .(…) Wielu innych uczonych poświęciło swój czas i energię na udokumentowanie faktów dowodzących, że obecna tendencja rozwoju cywilizacyjnego jest równoznaczna z samounicestwieniem .”  To słowa wspaniałej postaci i jednego z najwspanialszych, polskich lekarzy, a jednocześnie znawcy ludzi i czasów,  Pana Profesora Juliana Aleksandrowicza.

Jak mawiał Demokryt , „nie staraj się zrozumieć wszystkiego, bo wszystko stanie się niezrozumiałe „, ale przyznaję , niełatwo jest pojąć, że ktoś, komu z najróżniejszych powodów nie chce się nauczyć czegoś istotnego, czegoś, co nie należy wprawdzie do powszechnego kanonu obowiązującego systemu edukacji (aczkolwiek kiedyś stanowiło jedną z jego podstaw ), ale sprawdziło się we wszystkich dawnych kulturach , że ktoś taki nie dość, że „sam nie zje, drugiemu jeszcze obrzydzi” . To nieładne. Co najmniej . Równie nieładne jest posądzanie pracujących z kalendarzem księżycowym o „ciemne moce ” :) :) :) . Tyle, że w tym drugim przypadku- dodatkowo zabawne . Mówiąc o „ciemnych mocach ” w zakresie pracy z naturą pragnę nadmienić , że wszystko (prawie wszystko? )można przecież wykorzystać w złym lub dobrym celu -dlaczego wpływ Księżyca miałby w jakikolwiek sposób „uczernić ” nas :) zamiast pomóc ? Dlaczego mielibyśmy podważać metody pracy lekarzy z Chin czy Mongolii ? Czy oni, ustalając np.termin operacji adekwatnie do jej celu zgodnie z cyklem Księżyca robią błąd? Czyżbyśmy my , w podobno nowoczesnym kraju, tak bardzo nie wierzyli w swoje siły, że samych siebie posądzalibyśmy o złe zamiary?  Samych siebie, ponieważ, kiedy przyjrzymy się uważnie, w każdym człowieku zobaczymy siebie . Czasem cząstkę, czasem całkiem sporo , ale faktem jest stara prawda: wszystko, co innym czynisz, sobie czynisz . Szkoda, że niektórzy zapominają o tym na codzień, niektórzy zaś zachowują się, jakby ta pierwotna, podstawowa zasada współistnienia w ogóle nie była im znaną. A potem przychodzi otrzeźwienie .Dobrze, kiedy nie jest za późno, kiedy możemy naprawić błędy . Smutno, kiedy jedyną korzyścią staje się oświecenie, które bynajmniej nie odciąża sumienia .

Efekty rytmów Księżyca stosowało i nadal stosuje wielu księży w swoich ogrodach, nie są wyjątkiem znane z bujności ogrody klasztorne : czy faktycznie, oprócz naszego uporu w blokowaniu sobie dostępu do wiedzy nie ostemplowanej pieczęcią odgórnej słuszności,  lenistwa, poprzestawania na pewnym utartym szlaku, jest coś, co może usprawiedliwić naszą niechęć do ułatwienia, ale i ulepszenia sobie życia ? Na to pytanie powinni odpowiedzieć sobie Państwo sami : nie zmuszamy nikogo do zaakceptowania naszych doświadczeń, poglądów ani konceptu :  dróg jest wiele, miejsca na planecie wystarczy . Jeżeli ktoś nie ma ochoty np.dowiedzieć się, kiedy posadzić roślinę tak, aby zapewnić jej optymalne warunki (poza glebą , stanowiskiem , klimatem ) bytu, nie chce wiedzieć , kiedy podjąć zabiegi kosmetyczne, aby przyniosły rzeczywistą poprawę wyglądu, kiedy zmienić nawyki żywieniowe, aby odbyło się to z pełną zgodą organizmu- -jego sprawa, ale w moim poczuciu obowiązku jest o takich okolicznościach opowiedzieć .

Dlaczego? Najprostszą odpowiedzią byłoby : Bo to się sprawdza, działa . Bo radzę tak, jak chciałabym, aby radzono mnie . I przy tej prostocie na razie pozostanę .

Mówiąc o tym na wstępie pragnę Państwa przyzwyczaić, że kalendarz księżycowy jest dla nas ważny i, że dystansując się od wszelkich fanatyzmów, sekciarskich skrajności, sami odruchowo już bierzemy pod uwagę jego aspekty, ale nie popadamy w rozpacz ;), kiedy z jakichś powodów jego wykorzystanie jest akurat niemożliwe .

To, czego na pewno nie chcielibyśmy osiągnąć, to przyprawienie kogokolwiek o obłęd sprawdzania każdej chwili pod względem „dobry Księżyc, czy nie” :) : wszystko pomału, sami się Państwo przekonają, czy warto .

Myśląc o poleceniu kalendarzy księżycowych dostępnych w jęz.polskim przyznam, że miałam mały dylemat : żaden nie był dokładny. Godny wymienienia pod względem jakości opracowania wydaje mi się ten Pani Marii Thun, ale zaznaczam, to tylko prywatna opinia . Kompletnie zaś nie mogę się zgodzić z kalendarzem, w którym poleca się połowy ryb w dniu Ryb.

To świetnie, że i u nas coraz więcej ludzi interesuje się zastosowaniem kalendarza księżycowego, ale bywa, że zaślepienie żądzą wykorzystania pewnych okoliczności w stopniu maksymalnym, bez spojrzenia na dobro innych istot żywych ( w tych dniach ryby chętnie i obficie żerują, zalecają się do siebie nawzajem ), może wypaczyć każdą naukę.

Rzecz jasna nie będę umieszczać tutaj recenzji negatywnych, szczególnie ze wskazaniem na pochodzenie, ponieważ jest wystarczająco dobrego na świecie, aby pisać o rzeczach dobrych, nie podejmuję się też oceny czyjegokolwiek, w naszej opinii niekorzystnego działania, mającego przeważnie źródło w nieświadomości, nie – złej woli. Zresztą  co jest istotne dla nas, może być odczytanym jako nieistotne przez kogoś innego, o czym nie można zapomnieć :) .