Monthly Archives: Kwiecień 2011

Dom: życie, zdrowie, bezpieczeństwo.

Wstępu część czwarta, ostatnia .

Było o Księżycu, ziołach, relacjach z otoczeniem, więc czas na dom, aby był nim naprawdę . Fakt, że niektórzy traktują dom jak sypialnię z wyszynkiem, pominę milczeniem :ilu ludzi, tyle opinii ;jeżeli ktoś uważa, że miejsce, w którym codziennie zaczyna się i kończy jego dzień, nie ma większego znaczenia, nie mają znaczenia materiały, z jakich jest zbudowany, nie mają znaczenia kolory, przedmioty, usytuowanie…- jego sprawa, byłoby nam jednak miło, gdyby zechciał wykorzystać choć cząstkę wiedzy na temat dobrego domu – dobrego, znaczy domu żyjącego, ciepłego i pozwalającego żyć jego mieszkańcom ( nie ważne, że dla niektórych zabrzmi dziwnie, kiedyś to powiedzieć trzeba 🙂  ) i po prostu spróbować wprowadzić małe zmiany . Gdyby nie – nikt zmuszać nie będzie : ) .

Sam dobór odpowiedniej dla nas formy architektury jest tematem – rzeką, zacznę więc od tego, co nas otacza, od ciągłego tańca z elementami naszego środowiska .Sposób, w jakie zmieniamy je my, pozwala przypuszczać, w jaki sposób będą one zmieniały nas – proszę o tym pamiętać wprowadzając wrogie żywym organizmom materiały do ich przestrzeni .

O tym, co powinniśmy zbudować  i jak mieszkać informuje nas nie tylko nasza biologia, ale i psyche – stąd wynikają rezultaty, a że są one często dziś, powiedzmy delikatnie, mocne ; ), świadczy to o co najmniej zapętleniu w świecie nadmiaru . Niestety, nadmiar tyczy przeważnie rzeczy zbędnych.

Podobnie z odżywianiem : jesteś tym, co jesz . Dalej: tym, jak i gdzie mieszkasz, co czynisz sobie i innym, etc.

Poprzez uważne studiowanie i próby pojmowania symetrii w naturze, też symetrii pól elektrycznych, które wpływają na zdrowie, czy nam się to podoba, czy nie, odkrywamy proste wzory . Te proste wzory znane  od niepamiętnych czasów są deformowane wszelkimi dostępnym metodami i wysiłkami głównie w jednym celu : zysku, tymczasem prostota jest ważna, bo nie zawodzi nigdy : dostajesz to co widzisz .Co możesz potwierdzić oglądem historii, co możesz w każdej chwili odczuć, sam spróbować .

Raz wykształcone poczucie odpowiedzialności za życie swoje i najbliższych, za świat, w którym żyjemy, jest siłą, której już nigdy nie zechcemy się pozbyć, ponieważ widzimy, że pozwala nam ona podejmować decyzje dobre . Myślę, że człowiek, któremu dano szansę postępowania dobrze i widzi tego owoce, niełatwo sięgnie po dobra przeciwieństwo, więc jest to, mówiąc nieładnie, lecz prawdziwie, w interesie wszystkich .

Zwracając się w stronę pięknej archiektury, łagodnego kształtowania miejsc do życia dostrzegamy, dlaczego kształtowanie żywej przestrzeni musi stworzyć energetycznie żywą przestrzeń – żywą, czyli tam, gdzie energia może wydajnie oddychać, więc i  wielokrotnie powiększać rezonans zwany świadomością : cel wszystkich żywych systemów .

Przestrzeganie rytmów natury, działanie razem z nią, dobór elementów, wykorzystanie istniejących i umiejętne włączanie upragnionych, odkrywanie siły człowieka i umiejętność jej wykorzystania, bogacenie otoczenia bez szkodzenia jego harmonii – to pokrótce zakres naszej ( bez nacisku na własność :), zaledwie z podkreśleniem naszego upodobania do niej ) filozofii, którą  dzielimy  się chętnie, serdecznie witając każdą Indywidualność  .  🙂

P. S. Kontakt mamy nadzieję wkrótce, prosimy jeszcze o wyrozumiałość.

Reklamy

WIELKANOC

 Spokojnych, szczęśliwych i pełnych refleksji dni Wielkiej Nocy życzy Państwu

Park 🙂

Zioła: dar znieważony.

Wstępu część trzecia :dlaczego zioła są dobrem i tylko od naszej odpowiedzialności zależy, czy nim pozostaną .

Nad tym, jak bardzo usiłowano zdeprecjonować zioła -głównie zioła w postaci naturalnej – jako lek, rozpisywać się nie będę, w wystarczającym stopniu zaangażowali się w to inni.

Pokrótce rozważę, co oznacza właściwie pojęcie „zioło trujące” 🙂 i jak ewoluowało ono na przestrzeni wieków, aż do dnia dzisiejszego, w którym to uraczono nim prawie wszystko, co zielone .

Kiedyś jako trujące  uważane były wyłącznie te, których naprawdę maleńkie dawki mogły wywołać potężne, toksyczne działanie – zaznaczano jednakże, że aby je stosować, trzeba się umieć z nimi obchodzić . Dzisiaj z kolei na przykład za trującą uważana jest naparstnica, pierwotnie popijana w formie herbatki przy osłabionym sercu.

Strach i możliwości manipulacji nim przeciągnęły granice normalności poruszania się w świecie roślinnym do absurdu uznając za „trujące” rośliny jedzone od lat w sałatkach i dodawane do podstawowych potraw bez żadnych szkód dla organizmu.

Paracelsusowskie „wszystko jest trucizną i nic nie jest trucizną, a różnica leży w dawce” wyparły teorie przemysłowe, którym nie towarzyszy jednak wzmianka, że jeśli przyszłaby nam ochota wypicia 10 litrów wody bez uzupełniania soli, możemy się liczyć z przekroczeniem Styksu: wodą też się można zatruć, szczególnie silnie chlorowaną .

Przyznać wypada, że między korzyścią a szkodą czasami jest bardzo mała odległość, ale to nie uwalnia nas od tej odległości poznania: od odpowiedzialności, dzięki której dopiero skłonimy się do zdobycia informacji, a ta- pomoże nam dokonać wyboru .

Słysząc „roślina trująca”, mówię najczęściej :nie .Ponieważ zwykle trujące (nieumiejętnie użyte ) są jej części, o wiele rzadziej – cała. Czy są rośliny ” w ogóle nietrujące” ? Owszem, są za takie uznane, choć przypominam historię o wodzie 🙂 .Przy roślinach uważanych za „całkiem bezpieczne ” pomija się, że zwykle nawet w wysokich dawkach nie wykazują one pożądanego, silnego działania terapeutycznego, czy powinniśmy więc na znajomości tych „bezpiecznych” poprzestać ?

Od małego dzieci ostrzegane są przez rodziców przed „trującym zielskiem” i na efekty czekać nie trzeba : człowiek rośnie, dojrzewa i całe życie trwa przeświadczony  o „szkodliwości zielska” . A przecież świat nie jest czarno-biały, również dzieci należy zapoznawać z właściwościami przyrody, w innym przypadku doczekamy się dziedziczonej ułomności, wyrwie w ludzkiej świadomości oznaczającej brak możliwości nawiązania kontaktu z naturą.

Z prawdziwą przyjemnością oglądam Mamy opowiadające o naturalnym wychowaniu dzieciaków, nie wstydzące się przyporządkowania ich do „ciemnoty i zabobonu „, od czego w istocie są jak najdalej. Podziwiam odwagę Pani Reni Jusis promującej naturalne m.in.środki do prania . Trzymam kciuki za ludzi nie wahających się wyrazić swojej opinii o szkodliwości agresywnych środków wielkoprzemysłowych i proponujących uzupełnianie wiedzy o naturze : są bardzo, ale to bardzo potrzebni szczególnie w czasach, w których  przypisywaniem właściwości nowotworowych można dziś zdyskredytować każdą wartościową medycznie roślinę .To nie fair, że w roli prekursora raka przedstawia się roślinę podczas, gdy chodzi o  wyizolowane z niej składniki- te podaje się doświadczalnym zwierzętom tak długo, w takich dawkach , aż się rozchorują .

A przecież wystarczy zwiększyć dawkę, by zaszkodziła każda substancja.

W życiu bierze się całe rośliny lub ich części, stosując je w małych, powtarzanych dawkach, wiedząc o kumulacji niektórych składników i uważając na to: jeżeli się wie. Jeżeli się nie wie, czyja to jest wina ? Może głównie nasza, naszego wygodnictwa ?

Nikt nie odżywia się miesiącami pokrzywą czy podbiałem, którą to metodę stosuje się w testach na np.szczurach. Pomijam, że szczurzy organizm nie jest nam bliski aż tak dosłownie 🙂

Ofiarą kampanii antyziołowej stały się po wiekach korzystania rośliny z alkaloidami pirolizydynowymi, np.żywokost, ogórecznik, lepiężnik, podczas ,gdy pirolizydynowe to cała grupa alkaloidów o najróżniejszym działaniu.

Podobnie zioła zawierające kumarynę, saponiny i in.

Za toksyczny uznano nawet cynamon, w czasie ( na szczęście wyśmianego przez naród, więc zduszonego w zarodku ) obłędu w Niemczech ostrzegano przed  piernikami zawierającymi cynamon .

  W roślinach substancje uznane za „groźne ” w oficjalnych środkach przekazu, nie są wyizolowane, są jednymi z wielu, w wyjątkowych, niepowtarzalnych mieszankach stworzonych przez naturę. Te same substancje wyizolowane mogą być bardzo niebezpieczne i jeśli całe zioło jest uznane za „nietrujące” .

Mówi się o potrzebie standaryzacji, ale my, ludzie jako jednostki też nie jesteśmy ” z taśmy” .Tak samo rośliny zawierają, zależnie od gleby, pory dnia, pogody, różne ilości swoich substancji, stąd wiedza musi być jak najpełniejsza, stąd zaczęto preparaty ziołowe standaryzować, ale jak przetrwaliśmy jako gatunek tyle czasu nie mając do dyspozycji tych „słusznych standardów”?

I tu należy wspomnieć o różnicach : substancje silne, jak np.kolchicyna czy digitalis faktycznie bezpieczniejsza jest w formie preparatu stosowanego pod uwagą osoby znającej jej zastosowanie i dawki wyjątkowo dobrze, ale jest mnóstwo innych składników, które najlepiej działają podane z tymi, z którymi zostały stworzone, więc w całej roślinie /jej części.

Dlaczego stara, a wciąż stosowana na Zachodzie metoda matek polegająca na  np.podaniu dziecku (od szóstego miesiąca ) w przypadku biegunki dojrzałego, roztartego banana i startego z łupiną jabłko (pektyna zbiera wodę i zapobiega biegunce), ma być gorsza od szpikowania maleństwa chemią ? Ponieważ boimy się tak bardzo, że nie jesteśmy już w stanie przy najlżejszym zaburzeniu ocenić stanu własnego dziecka ? Wypada złożyć gratulacje tym, którym to bardzo, ale to bardzo na rękę.  Oczywiste, że dobro dziecka jest dla rodziców priorytetem ,ale czy właśnie dlatego nie powinniśmy zdobywać wiedzy o jego naturalnym dobrostanie, o jego naturalnych reakcjach? Kto ma to wiedzieć lepiej od rodziców ?

Pisząc w następnych odcinkach również o ziołach, będziemy zwracać uwagę na aspekty ich dostępności oraz efektywność, ale tak naprawdę nikt nie powie Państwu o nich wszystkiego, podobnie, jak nikt nie zagwarantuje Państwu bezpieczeństwa ich użycia :przecież każdy z nas jest indywidualnością i tylko każdy z nas ma prawo decydować o tym, co mu odpowiada, co nie – dlatego świadomość łączności z naturą nie może być tylko pustym hasłem .

Księżyc: srebrny sojusznik.

Wstępu część druga, wyjaśniająca, dlaczego Księżyc jest w oczach jednych ważniejszy niż w oczach innych .

Stoimy (większość z nas ) mocno na ziemi. Tak nam się przynajmniej wydaje. Korzystamy lub staramy się korzystać z najnowszych technologii, patrzymy w przyszłość i …co jakiś czas dziwimy się poczuciu, że ziemia spod nóg jakby uciekała, że w powodzi zdobyczy cywilizacji, zamiast czuć się pewniej i silniej, nagle znajdujemy się w miejscu, w którym myślimy :”stop, tak dalej nie mogę”.

Obejrzyjmy się na chwilkę :fascynacja gadżetami pochłania coraz więcej czasu i pieniędzy, praca, aby na te gadżety zarobić – bynajmniej nie mniej, w końcu i odpoczynek nie jest tym, czym być powinien: chwilą odnowy. Nawet w czasie pięknego urlopu zakrada się myśl: „trzeba będzie wrócić”. Czasami trzeba, ale ten powrót nie musi być tym samym powrotem, co zawsze. Czasami zaś można wybrać zupełnie inną drogę -od tego mamy możliwość wyboru…
przynajmniej mieć ją powinniśmy, a jeżeli nie – czy zrobiliśmy wszystko, aby jednak w naszym zasięgu się znalazła ?

Czy wykorzystaliśmy proste dary natury, czy przyjęliśmy je czy też odrzuciliśmy z pogardą?   

Czy człowiek w miarę zdrowy, ale mieszkający w „chorym” (np.zagrzybionym, przykrytym azbestowym dachem ) domu lub wypoczywający w ogrodzie wśród roślin produkujących olejki eteryczne dla jego organizmu akurat niekorzystne, może czuć się na dłuższą metę dobrze ? Czy człowiek w miarę zdrowy, napychający się regularnie w czasie, kiedy to najmniej właściwe i głodujący, gdy akurat jego organizm woła o żywność, nie kusi losu? NIE? „Bo nie będzie się przejmował drobnostkami” i „wszystko jest dla ludzi” ? A tak, wszystko: dla tych, którzy potrafią tego wszystkiego użyteczność lub nieużyteczność ocenić. Jeżeli „wszystko jest dla ludzi”, dlaczego nie wskoczyć do ognia, kiedy inni skaczą? Postępują właściwie ? Efekty postępowania większości dają się zaobserwować w pierwszej kolejności w kolejkach w placówkach służby zdrowia, ale przecież „postępują według wytycznych oficjalnego systemu edukacji”. Dlaczego informacji wyniesionych z „jedynego słusznego systemu” nie uzupełnić o fascynującą, aktualną od wieków „resztę” i….wtedy dopiero przyjrzeć się swojemu postępowaniu ? Zgoda, że takie konkluzje wymagają czasem sporych wyrzeczeń, najczęściej też przebycia pewnych, mocno wydeptanych dróg, nie mówiąc o czasie czy dojrzałości. Refleksje pozostawiam Państwu.

Nieodłącznym elementem naszych konsultacji jest związek danego zagadnienia z cyklem przyrody, również Księżyca.

Do dziś wiele osób w kraju niestety, nie rozumiejąc, ani nawet nie potrafiąc wyobrazić sobie korzyści wynikłych z zastosowania prostych reguł przyrody, usiłuje ośmieszyć ludzi promujących je, o czym słyszeliśmy (szczęśliwie nie odczuliśmy tego jeszcze na własnej skórze) wielokrotnie. Pociechą jest, że nie mniej dostrzega pozytywy wynikłe z wiedzy o naturze i nic sobie z kpinek nie robi, wiedzę przekazując dalej . Tu aż prosi się, aby powtórzyć za Leonardo da Vinci:
” Jeżeli chwalisz coś, czego nie rozumiesz, czynisz błąd, ale o wiele gorszym błędem jest potępianie tego”. Medyczną wiedzę starożytnych Egiptu, Chin, Indii i in. usiłowano zdyskredytować wielokrotnie i za każdym razem – w większości, gdyż szkód uniknąć się nie dało -mało skutecznie. Teraz przemysł, wyrywając idee wielu antycznym medykom usiłuje zawłaszczyć to, z czym przecież oficjalnie walczy. Mało tego: niektórzy usiłują zawłaszczyć same idee : są „jedyni prawdziwi” znawcy medycyny św.Hildegardy (ciekawe, co powiedziałaby na to sama św.Hildegarda, mniszka przedobrego serca  ) , „jedyni prawdziwi” znawcy starego poglądu na uprawianie ziemi, teraz nazwanego permakulturą …wszyscy ci oczywiście chcą „jedynie dobra i czystości nauki” i  wraz ze zdobyciem kawałka papieru od, często tematycznych nuworyszy, uważają, że mają prawo zakazać stosowania świeżo pojętych metod innym bez swojego błogosławieństwa lub podważyć ich umiejętności . Dla nas to trochę dziwne, ale przede wszystkim-smutne i nie mające wiele wspólnego z etyką ani pozytywnie pojętym humanizmem.

„Naszą szczególną polską patologią jest obojętność na głosy przestrogi i lekceważenie postulatów działań zaradczych. Dotyczy to nawet sytuacji, które nie wymagają znaczniejszych nakładów materialnych. Społeczność polskich uczonych zdała sobie sprawę, że obecny poziom nauki w naszym kraju nie odpowiada potrzebom ochrony zdrowia ani twórczym możliwościom młodej kadry naukowej .(…) Wielu innych uczonych poświęciło swój czas i energię na udokumentowanie faktów dowodzących, że obecna tendencja rozwoju cywilizacyjnego jest równoznaczna z samounicestwieniem .”  To słowa wspaniałej postaci i jednego z najwspanialszych, polskich lekarzy, a jednocześnie znawcy ludzi i czasów,  Pana Profesora Juliana Aleksandrowicza.

Jak mawiał Demokryt , „nie staraj się zrozumieć wszystkiego, bo wszystko stanie się niezrozumiałe „, ale przyznaję , niełatwo jest pojąć, że ktoś, komu z najróżniejszych powodów nie chce się nauczyć czegoś istotnego, czegoś, co nie należy wprawdzie do powszechnego kanonu obowiązującego systemu edukacji (aczkolwiek kiedyś stanowiło jedną z jego podstaw ), ale sprawdziło się we wszystkich dawnych kulturach , że ktoś taki nie dość, że „sam nie zje, drugiemu jeszcze obrzydzi” . To nieładne. Co najmniej . Równie nieładne jest posądzanie pracujących z kalendarzem księżycowym o „ciemne moce ” 🙂 🙂 🙂 . Tyle, że w tym drugim przypadku- dodatkowo zabawne . Mówiąc o „ciemnych mocach ” w zakresie pracy z naturą pragnę nadmienić , że wszystko (prawie wszystko? )można przecież wykorzystać w złym lub dobrym celu -dlaczego wpływ Księżyca miałby w jakikolwiek sposób „uczernić ” nas 🙂 zamiast pomóc ? Dlaczego mielibyśmy podważać metody pracy lekarzy z Chin czy Mongolii ? Czy oni, ustalając np.termin operacji adekwatnie do jej celu zgodnie z cyklem Księżyca robią błąd? Czyżbyśmy my , w podobno nowoczesnym kraju, tak bardzo nie wierzyli w swoje siły, że samych siebie posądzalibyśmy o złe zamiary?  Samych siebie, ponieważ, kiedy przyjrzymy się uważnie, w każdym człowieku zobaczymy siebie . Czasem cząstkę, czasem całkiem sporo , ale faktem jest stara prawda: wszystko, co innym czynisz, sobie czynisz . Szkoda, że niektórzy zapominają o tym na codzień, niektórzy zaś zachowują się, jakby ta pierwotna, podstawowa zasada współistnienia w ogóle nie była im znaną. A potem przychodzi otrzeźwienie .Dobrze, kiedy nie jest za późno, kiedy możemy naprawić błędy . Smutno, kiedy jedyną korzyścią staje się oświecenie, które bynajmniej nie odciąża sumienia .

Efekty rytmów Księżyca stosowało i nadal stosuje wielu księży w swoich ogrodach, nie są wyjątkiem znane z bujności ogrody klasztorne : czy faktycznie, oprócz naszego uporu w blokowaniu sobie dostępu do wiedzy nie ostemplowanej pieczęcią odgórnej słuszności,  lenistwa, poprzestawania na pewnym utartym szlaku, jest coś, co może usprawiedliwić naszą niechęć do ułatwienia, ale i ulepszenia sobie życia ? Na to pytanie powinni odpowiedzieć sobie Państwo sami : nie zmuszamy nikogo do zaakceptowania naszych doświadczeń, poglądów ani konceptu :  dróg jest wiele, miejsca na planecie wystarczy . Jeżeli ktoś nie ma ochoty np.dowiedzieć się, kiedy posadzić roślinę tak, aby zapewnić jej optymalne warunki (poza glebą , stanowiskiem , klimatem ) bytu, nie chce wiedzieć , kiedy podjąć zabiegi kosmetyczne, aby przyniosły rzeczywistą poprawę wyglądu, kiedy zmienić nawyki żywieniowe, aby odbyło się to z pełną zgodą organizmu- -jego sprawa, ale w moim poczuciu obowiązku jest o takich okolicznościach opowiedzieć .

Dlaczego? Najprostszą odpowiedzią byłoby : Bo to się sprawdza, działa . Bo radzę tak, jak chciałabym, aby radzono mnie . I przy tej prostocie na razie pozostanę .

Mówiąc o tym na wstępie pragnę Państwa przyzwyczaić, że kalendarz księżycowy jest dla nas ważny i, że dystansując się od wszelkich fanatyzmów, sekciarskich skrajności, sami odruchowo już bierzemy pod uwagę jego aspekty, ale nie popadamy w rozpacz ;), kiedy z jakichś powodów jego wykorzystanie jest akurat niemożliwe .

To, czego na pewno nie chcielibyśmy osiągnąć, to przyprawienie kogokolwiek o obłęd sprawdzania każdej chwili pod względem „dobry Księżyc, czy nie” 🙂 : wszystko pomału, sami się Państwo przekonają, czy warto .

Myśląc o poleceniu kalendarzy księżycowych dostępnych w jęz.polskim przyznam, że miałam mały dylemat : żaden nie był dokładny. Godny wymienienia pod względem jakości opracowania wydaje mi się ten Pani Marii Thun, ale zaznaczam, to tylko prywatna opinia . Kompletnie zaś nie mogę się zgodzić z kalendarzem, w którym poleca się połowy ryb w dniu Ryb.

To świetnie, że i u nas coraz więcej ludzi interesuje się zastosowaniem kalendarza księżycowego, ale bywa, że zaślepienie żądzą wykorzystania pewnych okoliczności w stopniu maksymalnym, bez spojrzenia na dobro innych istot żywych ( w tych dniach ryby chętnie i obficie żerują, zalecają się do siebie nawzajem ), może wypaczyć każdą naukę.

Rzecz jasna nie będę umieszczać tutaj recenzji negatywnych, szczególnie ze wskazaniem na pochodzenie, ponieważ jest wystarczająco dobrego na świecie, aby pisać o rzeczach dobrych, nie podejmuję się też oceny czyjegokolwiek, w naszej opinii niekorzystnego działania, mającego przeważnie źródło w nieświadomości, nie – złej woli. Zresztą  co jest istotne dla nas, może być odczytanym jako nieistotne przez kogoś innego, o czym nie można zapomnieć 🙂 .

Wstęp.Człowiek i Natura:tylko razem.

PRZEPRASZAMY, PRZEPROWADZKA POTRWA JESZCZE MOMENT, STRONA W BUDOWIE.

Tak, jak Nowy Rok skłania do obiecanek, wiosna nastraja do działań:).

Zdrowie, uroda, remonty, zakładanie ogródków….Bieg od gabinetu do firmy, a od firmy znowu do gabinetu. O tak, wszędzie się czegoś dowiemy, możliwe, że dokonamy małego postępu, potem jednak, zziajani i lekko 🙂 zdezorientowani …
zaczniemy za jakiś czas od nowa:).

Możliwe, że tak lubimy. Możliwe, że nawet dobrze się z tym czujemy…ale czy naprawdę nie można inaczej? Z zimowego przytępienia w wiosenny chaos.

Gdzieś koło wczesnej jesieni sfrustrowani popatrujemy na nowe kolory mieszkania, które wiosną wyglądały inaczej, ale w świetle jesiennym są nie do zniesienia, na ogród, obsadzony wedle najnowszej mody, który w naszych przaśnych warunkach:) wygląda, jak brokat na zaspanej twarzy:), na własne ciało wreszcie ,które nie wydaje się ani młodsze ani piękniejsze…a tyle inwestycji…:):):).

Gdzie był błąd?

Może było ich kilka?

Może po pierwsze, rzuciliśmy się na poszczególne fragmenty, kompletnie zaniedbując całość? Może, po drugie zbytnio poddaliśmy się wpływom niewątpliwie doskonałych:) fachowców, którzy jednak nie znaleźli dla nas wystarczająco dużo czasu? Może po trzecie sami kompletnie nie orientujemy się w organizowaniu zmian, a może…po prostu ich nie potrzebujemy? Może nie wiemy, nie zastanawialiśmy się nad tym ,że pojęcie reguł rządzących spójnym spojrzeniem na nasze miejsce w otoczeniu sprawi, że będzie nam lżej we wszystkim? 

We …wszystkim? Nie składam obietnic, drodzy Państwo, więc nie jest to obietnica.To zapowiedź czegoś, o czym sami się Państwo przekonają, że działa, tak, jak działało tysiące lat.

Ironia losu: to , co kiedyś budziło sprzeciw jako nowość, dziś jest obowiązującym porządkiem, to zaś co było bazą egzystencji, bazą, dzięki której przetrwały pokolenia – dzisiaj traktowane bywa jak zabobon.

Wychodzenie poza pewne, zatwardziałe i, choćby w praktyce fatalne, ale już znane, oswojone, współczesne schematy przeważnie w pierwszej chwili napotyka w utrwalonej formułami percepcji na negację, ale przecież mamy też instynkt.A ten podpowie, czy to jest dobre. Ponieważ to ważne, czy odbierzemy taki sposób spojrzenia jako dobry. Zresztą…kiedy się przyjrzeć uważnie ….to co proponujemy nie jest niczym innym, jak powrotem do źródeł: do syntezy wiedzy i działań, tej samej, dzięki której przetrwaliśmy jako ludzie, dzięki której mamy niepowtarzalną szansę tę syntezę wzbogacić o informacje dostępne nam współcześnie.

Na początek szkic naszych konsultacji:

Jak wspomnieliśmy, ich temat jest zależny od Państwa życzeń, może obejmować:

–  doradztwo w dziedzinie żywienia (oczywiście skojarzone z potrzebami estetycznymi danej osoby, gdyż uroda jest nieodłączna od zdrowia wewnętrznego ). W takiej konsultacji uwzględniam nie tylko całoroczne dopasowanie pożywienia (właściwości oddziaływujące na psychikę, na ewentualne zaburzenia w organizmie, na życzenia odnośnie charakteru i sposobu bycia, gdyż na to też ma wpływ pożywienie) , ale też omawiam źródła jego pochodzenia, sposoby rozróżniania pożywienia wartościowego zdrowotnie od bezwartościowego, nie zapominając o pielęgnacji zewnętrznej, więc m.in.kwestiach zapachowych:), myjących:) , upiększających doraźnie:) ……etc.

Nie zmuszam do liczenia kalorii. Nie namawiam do żadnej z diet ani do faszerowania się „odchudzaczami” . Dopasowuję wartości odżywcze do Jednostki, pokazując, jak Jednostka 🙂 może uczynić to wkrótce sama: sobie i Innym.

– doradztwo w dziedzinie współudziału (nie zapominajmy, to tylko nasz współudział, przyroda i tak jest główną reżyserką)w kreacji otoczenia, czyli:

*tworzeniu /pielęgnacji ogrodów, w tym: ustalenie przestrzeni oraz roślin odpowiednich dla właścicieli ogrodu pod względem: zdrowotnym ( w tym psychologicznym ), harmonizującym ze środowiskiem (gleba, źródła wody…sąsiedzi:), itp.), z potrzebami danych osób  (nie zawsze zaspokojenie potrzeb wyrażonych przez potencjalnych ogrodników spełni ich oczekiwania, gdyż czasem, zapatrzeni w czyjś, nomen omen, ogródek, chcą „taki sam”, ale „taki sam” niekoniecznie oznacza dla nich właściwy) oraz perspektywami .

Pomysł dzielenia się wiedzą ogrodniczą narodził się po tym, jak obserwowaliśmy (r)ewolucje 🙂 właścicieli zielonych zakątków ,którzy od samego początku, akceptując projekty wykonane typowo współcześnie, podkreślam- typowo współcześnie (zdarzają się i firmy korzystające ze starych nauk, niedostępnych dziś w szkołach wykładających narzucone przemysłowo teorie ), czyli bazujące wyłącznie na schemacie powielonym wedle oficjalnych edukacyjnych zaleceń, przez lata zmieniali „zamówiony” ogród aż do podstaw, ponieważ ani  rośliny ani forma ani w końcu pielęgnacja nie miały wiele wspólnego z marzeniami o miejscu wyrażającym autentyczną osobowość właścicieli. Zdarza się też, że obraz ogrodu zostaje zleceniodawcy narzucony .Tu pragnę wyodrębnić słowo „zleceniodawcy”, ponieważ człowiek marzący o własnym ogrodzie jest przede wszystkim istotą pragnącą wyrazić swą indywidualność i korzystać z niej, nie tylko „zleceniodawcą”. Podobnie dzieje się w przypadku domów, hoteli, restauracji :bywa, że dopiero przypadek uświadamia nam , że zmarnowaliśmy czas i pieniądze na coś, co jest nam podane w zupełnie obcym formacie, który w zestawieniu z naszą osobowością po prostu nie działa, nie odpowiada. Nie jest to jednak czas zupełnie zmarnowany: to doświadczenie, które możemy wykorzystać planując coś naprawdę swojego  i uwzględniając 
wreszcie większość, jeżeli nie wszystkie aspekty własnych potrzeb .  Mamy nadzieję, że firmy ogrodnicze wykażą się elastycznością i zechcą poszerzyć swoją działalność o nasze doświadczenie, a przynajmniej zaakceptują priorytet harmonii człowieka ze środowiskiem.

Patrząc na mocno oryginalne nieraz:) projekty polskich obejść uparcie forsujące najnowsze – co nie oznacza, że najlepsze- mody żywcem z krajów o zupełnie innych preferencjach, zauważamy prostytuowanie kultury :cena jest wysoka.

Oczywiście, ogród japoński w środku mazowieckich nizin może być rozwiązaniem ciekawym i cieszącym oko, ale dobrze, gdy stanowi on-jeżeli już musi- zaledwie część przestrzeni . Japończyk odwiedzający taki ogród  tutaj rzecz jasna dumny jest z transplantacji jego dziedzictwa w tak odległe obszary, jednak wśród przyjaciół nie omieszka wyrazić zadumy nad rezygnacją z przebogatych tradycji ogrodów europejskich na rzecz przebrania się w cudze piórka .Czym innym jest dobranie elementów tradycji wschodniej i bezkolizyjne włączenie ich do naszego środowiska- podobnie, jak z pożywieniem. 

NIE WYKONUJEMY PRAC OGRODNICZYCH, ALE MILE WIDZIMY SOLIDNE, pracujące w stylu STAROangielskim czy STAROpolskim, czyli z naciskiem na dobro ogrodu oraz Właścicieli, firmy pragnące dowiedzieć się czegoś poza typowymi, oszczędnymi informacjami na temat roślin, które sadzą:)

*budowie /aranżacji domów, mieszkań, biur  zależnie od autentycznych potrzeb / wymogów organizmów Właścicieli, włączając terminy wyboru i zakupu domów, materiały użyte w budowie, wyposażeniu wnętrz, organizacji oraz odpowiedniego czasu urządzania ich lub dokonywania zmian itp.

NIE WYKONUJEMY PRAC BUDOWLANYCH, ALE:) mile widzimy  polskie firmy budujące, które chciałyby zapoznać się z najstarszymi, sprawdzonymi setkami, a nieraz i tysiącami lat metodami budowy solidnych, przyjaznych człowiekowi, odpornych na niektóre klęski żywiołowe (np. pożar)domów, sposobami wybierania miejsca na nie ( i nie chodzi tu wyłącznie o tzw.żyły wodne) oraz budowania w taki sposób, by przetrwały wieki chroniąc życie i wspierając zdrowie mieszkańców, które chciałyby zapoznać się z dokonaniami firm zagranicznych od lat stosujących naturalne materiały i uwzględniające prastare sztuki w budownictwie.  Jest sporo producentów naturalnych materiałów budowlanych, farb, lakierów etc. (mamy tu na myśli autentycznie naturalne, nie- podszywające się pod nie) pozwalających wrócić do niegdysiejszej trwałości pomieszczeń, dodatkowo nie tylko nie skażając naszego, i tak już podtrutego środowiska, ale oddziaływując pozytywnie na nasze zdrowie.Podobnie z przedmiotami wypełniającymi wnętrza:materac poliuretanowy nigdy nie zastąpi kokosowego ani pod względem wygody, ani zdrowia, łatwość konserwacji mebli ze szkła i plastiku to za mało w porównaniu z właściwościami niepalnego korka czy pachnącego żywicą drewna. 

Oczywiście konsultacje te mogą dotyczyć części Państwa środowiska (tylko ogród lub tylko dom, etc., ale i tak wiadomo, że zakreślą w pewien sposób całość) lub być ujęte od razu w całość. Pewnie Państwo spytają, jak długo trzeba się uczyć, by dopasować sobie  miejsce w środowisku, a środowisko do nas?:) .Odpowiem: całe życie .Ale wtedy to będzie naprawdę nasze miejsce.

Dla nas również każde spotkanie z Klientami to nowe doświadczenie i nowa wiedza, rzecz jasna uwzględniana dalej wyłącznie w zakresie, na który pozwala etyka ( dyskrecja (czego nie muszę chyba podkreślać)  jest obok wiedzy najważniejszą warstwą fundamentu naszej pracy ). Znając podstawy poruszania się w świecie natury, znając właściwości otoczenia i potrzeby własnego organizmu możemy naprawdę szybko ulepszyć życie na tyle, że jest to odczuwalne w najbardziej pozytywnych aspektach codzienności:  mając drogowskazy, poszukujemy najskrytszych odpowiedzi na własną rękę, świadomi relacji w środowisku i reakcji naszych organizmów bierzemy odpowiedzialność za własne życie, do czego pragniemy Państwa zachęcić.

 Częstotliwość i obszerność konsultacji zależy wyłącznie od Państwa zapotrzebowania, muszę jednakże podkreślić, iż mamy nadzieję, że przekazując Państwu wiedzę tak naturalną, przykładamy się  jednocześnie do Państwa samodzielności -co chcielibyśmy podkreślić- w podążaniu dalszą drogą i przyjaznym towarzyszeniu nam na niej:) ; może też zdecydują się Państwo na  utworzenie dalszych, niezależnych (nie tworzymy żadnej franczyzy, ta wiedza należy do Wszystkich ) ośrodków przekazu programu harmonijnego istnienia w naturze, co powitalibyśmy z radością :środowisko, które tworzymy poprzez odżywianie i sposób życia jest dla naszej żywotności, więc i zdrowia najważniejsze. Szkoda, że tak często i beztrosko oddajemy kształtowanie NASZEJ drogi, jej długości i jakości CAŁKOWICIE w ręce innych i że tych rąk robi się coraz więcej…czy starczy jeszcze miejsca na decyzje własne?

Miejsce, w którym żyjemy to coś więcej niż kartka z katalogu, bezosobowa przestrzeń . To ślad naszego życia, które przekażemy INNYM.

Myślę, że w zarysie udało mi się przedstawić zakres działalności i że kolejne wpisy pozwolą dojrzeć, że ten blog powstał z pasji dzielenia się dobrem tego świata .