Zioła: dar znieważony.

Wstępu część trzecia :dlaczego zioła są dobrem i tylko od naszej odpowiedzialności zależy, czy nim pozostaną .

Nad tym, jak bardzo usiłowano zdeprecjonować zioła -głównie zioła w postaci naturalnej – jako lek, rozpisywać się nie będę, w wystarczającym stopniu zaangażowali się w to inni.

Pokrótce rozważę, co oznacza właściwie pojęcie „zioło trujące” 🙂 i jak ewoluowało ono na przestrzeni wieków, aż do dnia dzisiejszego, w którym to uraczono nim prawie wszystko, co zielone .

Kiedyś jako trujące  uważane były wyłącznie te, których naprawdę maleńkie dawki mogły wywołać potężne, toksyczne działanie – zaznaczano jednakże, że aby je stosować, trzeba się umieć z nimi obchodzić . Dzisiaj z kolei na przykład za trującą uważana jest naparstnica, pierwotnie popijana w formie herbatki przy osłabionym sercu.

Strach i możliwości manipulacji nim przeciągnęły granice normalności poruszania się w świecie roślinnym do absurdu uznając za „trujące” rośliny jedzone od lat w sałatkach i dodawane do podstawowych potraw bez żadnych szkód dla organizmu.

Paracelsusowskie „wszystko jest trucizną i nic nie jest trucizną, a różnica leży w dawce” wyparły teorie przemysłowe, którym nie towarzyszy jednak wzmianka, że jeśli przyszłaby nam ochota wypicia 10 litrów wody bez uzupełniania soli, możemy się liczyć z przekroczeniem Styksu: wodą też się można zatruć, szczególnie silnie chlorowaną .

Przyznać wypada, że między korzyścią a szkodą czasami jest bardzo mała odległość, ale to nie uwalnia nas od tej odległości poznania: od odpowiedzialności, dzięki której dopiero skłonimy się do zdobycia informacji, a ta- pomoże nam dokonać wyboru .

Słysząc „roślina trująca”, mówię najczęściej :nie .Ponieważ zwykle trujące (nieumiejętnie użyte ) są jej części, o wiele rzadziej – cała. Czy są rośliny ” w ogóle nietrujące” ? Owszem, są za takie uznane, choć przypominam historię o wodzie 🙂 .Przy roślinach uważanych za „całkiem bezpieczne ” pomija się, że zwykle nawet w wysokich dawkach nie wykazują one pożądanego, silnego działania terapeutycznego, czy powinniśmy więc na znajomości tych „bezpiecznych” poprzestać ?

Od małego dzieci ostrzegane są przez rodziców przed „trującym zielskiem” i na efekty czekać nie trzeba : człowiek rośnie, dojrzewa i całe życie trwa przeświadczony  o „szkodliwości zielska” . A przecież świat nie jest czarno-biały, również dzieci należy zapoznawać z właściwościami przyrody, w innym przypadku doczekamy się dziedziczonej ułomności, wyrwie w ludzkiej świadomości oznaczającej brak możliwości nawiązania kontaktu z naturą.

Z prawdziwą przyjemnością oglądam Mamy opowiadające o naturalnym wychowaniu dzieciaków, nie wstydzące się przyporządkowania ich do „ciemnoty i zabobonu „, od czego w istocie są jak najdalej. Podziwiam odwagę Pani Reni Jusis promującej naturalne m.in.środki do prania . Trzymam kciuki za ludzi nie wahających się wyrazić swojej opinii o szkodliwości agresywnych środków wielkoprzemysłowych i proponujących uzupełnianie wiedzy o naturze : są bardzo, ale to bardzo potrzebni szczególnie w czasach, w których  przypisywaniem właściwości nowotworowych można dziś zdyskredytować każdą wartościową medycznie roślinę .To nie fair, że w roli prekursora raka przedstawia się roślinę podczas, gdy chodzi o  wyizolowane z niej składniki- te podaje się doświadczalnym zwierzętom tak długo, w takich dawkach , aż się rozchorują .

A przecież wystarczy zwiększyć dawkę, by zaszkodziła każda substancja.

W życiu bierze się całe rośliny lub ich części, stosując je w małych, powtarzanych dawkach, wiedząc o kumulacji niektórych składników i uważając na to: jeżeli się wie. Jeżeli się nie wie, czyja to jest wina ? Może głównie nasza, naszego wygodnictwa ?

Nikt nie odżywia się miesiącami pokrzywą czy podbiałem, którą to metodę stosuje się w testach na np.szczurach. Pomijam, że szczurzy organizm nie jest nam bliski aż tak dosłownie 🙂

Ofiarą kampanii antyziołowej stały się po wiekach korzystania rośliny z alkaloidami pirolizydynowymi, np.żywokost, ogórecznik, lepiężnik, podczas ,gdy pirolizydynowe to cała grupa alkaloidów o najróżniejszym działaniu.

Podobnie zioła zawierające kumarynę, saponiny i in.

Za toksyczny uznano nawet cynamon, w czasie ( na szczęście wyśmianego przez naród, więc zduszonego w zarodku ) obłędu w Niemczech ostrzegano przed  piernikami zawierającymi cynamon .

  W roślinach substancje uznane za „groźne ” w oficjalnych środkach przekazu, nie są wyizolowane, są jednymi z wielu, w wyjątkowych, niepowtarzalnych mieszankach stworzonych przez naturę. Te same substancje wyizolowane mogą być bardzo niebezpieczne i jeśli całe zioło jest uznane za „nietrujące” .

Mówi się o potrzebie standaryzacji, ale my, ludzie jako jednostki też nie jesteśmy ” z taśmy” .Tak samo rośliny zawierają, zależnie od gleby, pory dnia, pogody, różne ilości swoich substancji, stąd wiedza musi być jak najpełniejsza, stąd zaczęto preparaty ziołowe standaryzować, ale jak przetrwaliśmy jako gatunek tyle czasu nie mając do dyspozycji tych „słusznych standardów”?

I tu należy wspomnieć o różnicach : substancje silne, jak np.kolchicyna czy digitalis faktycznie bezpieczniejsza jest w formie preparatu stosowanego pod uwagą osoby znającej jej zastosowanie i dawki wyjątkowo dobrze, ale jest mnóstwo innych składników, które najlepiej działają podane z tymi, z którymi zostały stworzone, więc w całej roślinie /jej części.

Dlaczego stara, a wciąż stosowana na Zachodzie metoda matek polegająca na  np.podaniu dziecku (od szóstego miesiąca ) w przypadku biegunki dojrzałego, roztartego banana i startego z łupiną jabłko (pektyna zbiera wodę i zapobiega biegunce), ma być gorsza od szpikowania maleństwa chemią ? Ponieważ boimy się tak bardzo, że nie jesteśmy już w stanie przy najlżejszym zaburzeniu ocenić stanu własnego dziecka ? Wypada złożyć gratulacje tym, którym to bardzo, ale to bardzo na rękę.  Oczywiste, że dobro dziecka jest dla rodziców priorytetem ,ale czy właśnie dlatego nie powinniśmy zdobywać wiedzy o jego naturalnym dobrostanie, o jego naturalnych reakcjach? Kto ma to wiedzieć lepiej od rodziców ?

Pisząc w następnych odcinkach również o ziołach, będziemy zwracać uwagę na aspekty ich dostępności oraz efektywność, ale tak naprawdę nikt nie powie Państwu o nich wszystkiego, podobnie, jak nikt nie zagwarantuje Państwu bezpieczeństwa ich użycia :przecież każdy z nas jest indywidualnością i tylko każdy z nas ma prawo decydować o tym, co mu odpowiada, co nie – dlatego świadomość łączności z naturą nie może być tylko pustym hasłem .

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s