Monthly Archives: Sierpień 2011

Naturalne środki myjące: skóra też chce żyć :).

Odnośnie kosmetyków, a raczej detergentów z…dzierających skórę , obecnych na rynku, napisałam tu zaledwie parę słów, ale myślę, że zamiast rozwodzić się nad stopniami ich „użyteczności” i „korzyści” – co nie zawsze jest równoznaczne : ), lepiej opowiedzieć o tym, co myje i nie zżera ; ) skóry .

Od razu pragnę zaznaczyć mój dystans wobec wielu masowo produkowanych  kosmetyków oznaczonych „naturalne”, opakowanych uroczo w szary papier nawet, że „na staro i w ogóle  recepta babci „, ale z najmniejszą bodaj czcionką wyliczonymi składnikami, których, choćbym bardzo chciała, w potężnej większości nie znajdę na łące. Nie podsumuję na razie kosmetyków produkowanych przez małe firmy, a sprzedawanych na targach zdrowej …żywności m.in .: ) – za mało o nich wiem, by przedstawiać listę pozwalającą na porównanie .

Zajmę się roślinkami znanymi i mniej znanymi, występującymi już w produktach kosmetycznych, ale wciąż nie w takich ilościach i towarzystwie , aby zadziałać dostatecznie pozytywnie . Umieszczone na etykiecie mają przeważnie bardzo smutne zadanie- wyłącznie przyciągnięcia uwagi .

Co by było, gdybyśmy je odnaleźli i spróbowali zastosować bez pakowania ich do fabrycznych opakowań ?

Zanim przejdę do meritum – proszę pamiętać, że wszelkie substancje mogą wywoływać alergie .

We wszystkich wymienionych niżej roślinach znajdują się saponiny, posądzane przez współczesny przemysł ( chętnie je jednakże wykorzystujący : ) ) o „wysoką toksyczność dla ludzi „- pomijając prastare powiedzenie Hipokratesa „wszystko jest trucizną i nic…….”, saponiny są o wiele bardziej toksyczne dla zwierząt aniżeli dla ludzi -np.szczególnie wrażliwe na nie ryby są w niektórych regionach łowione -otumaniane lub wręcz zabijane – saponinowymi środkami .

Reszta – jak z alergiami – „Mogą”, to znaczy  nie muszą : ) i tak nie zaobserwowałam do tej pory żadnych negatywnych reakcji na „mydełko” z Cucurbita foetidissima – pewnej dyni, u nas traktowanej po macoszemu, często tylko w roli paszy dla zwierząt, w Ameryce Południowej mającej wszechstronne zastosowanie -od dawna . Indianie jedli coyote melon ; ), czyli tę właśnie dynię, póki niezbyt dojrzała (im starsza , tym bardziej  gorzka ), stosowali ją w najróżniejszych dolegliwościach oraz …myli się .Dziś z nasion Cucurbita foetidissima robi się wspaniały olej – tak jadalny, jak i …myjący . Jako, że roślina jest dość odporna na suszę , warto o niej pomyśleć w rejonach /tego roku chyba takich nie było : ) ) ubogich deszczowo .

Następnym do przyjrzenia się naturalnym mydełkiem jest Chlorogalum pomeridianum – bulwy prześlicznego ziółka o ww.nazwie, powszechnego w Ameryce Pd .jadali kiedyś  – po uprażeniu – Indianie, ale muszę przyznać , że nawet po solidnym upieczeniu smakuje wciąż jak mydło . Wymieniam Chlorogalum, ponieważ bulwy są – po ściągnięciu brązowych łusek – włókienek bialusieńkie i bardzo wygodne w użyciu – po prostu trzyma się bulwę w rękach, leje wodę i myje . Poza tym są kapitalnie zwalczają łupież -od zewnątrz ( pamiętajmy, że to nie wszystko i że chcąc się pozbyć łupieżu, powinniśmy zadbać przede wszystkim o odpowiednią dietę) .

Natępny będzie górski bez – niestety, u nas go raczej nie spotkamy w naturze, ale możemy sprowadzić i posadzić . Należy do rodziny Rhamnaceae, prusznik – bo taka jest polska nazwa ( uwaga: ok.50-60 gatunków  ) trzeba okrywać na zimę – bez gwarancji przetrwania w gruncie niestety. Jak myjemy się prusznikiem ? Bierzemy garść kwiatów i wodę : ) . Do mycia nadają się też zielone owocki, także suszone .

Chenopodium album – komosa biała, dobrze znana w Polsce, zwana też kiełbasą biednych, jedzona ( byle w umiarze ) po przyrządzeniu, jak szczaw ( liście ) . W Ameryce z kolei głównie Chenopodium californicum – nazywane z kolei „indiańską sałatą „i Ch.quinoa .I susz i świeże ziele nadaje się do mycia, ale bez zadęcia ; ) .

O naszej mydlnicy – Saponaria offcinalis – jest  tyle publikacji, że grzechem byłoby powtarzać, przypomnę więc, że możemy ją hodować sobie nawet na maleńkiej działce .

Podobnie fiołek wonny – Viola odorata, którego i korzeń i płatki nadają się wprawdzie słabiej jako środek myjący, ale za to aromat …..

Yucca-narodowy kwiat Meksyku, jedna z wielu, bo tu mam na myśli Yucca  filamentosa -Apacze też korzystali z niej spożywczo/medycznie, ba- korzystają do dzisiaj . Yucca pojawiła się już w składach wielu szamponów i mam nadzieję : ), że jest jej tam wystarczająco, abyśmy odczuli jej dobroczynne właściwości, ale na wszeki wypadek powiem, jak się nią umyć, kiedy mamy w ogrodzie : ) .

Indianie myli w wywarze z Yucca noworodki, codziennie, cały tydzień po narodzinach, ale uprzedzam – europejskie dzieci są tak wydelikacone, że może wystąpić alergia . Jeżeli spróbujemy kąpieli, to na pewno w dużym rozcieńczeniu, obserwując reakcje i człowieka i samej skóry .

Korzeń średniej yucca tniemy na części, obieramy i do blendera, miksujemy na bursztynową pulpę . Alternatywnie – posiekać i podgotować,ale ja preferuję świeżą .Korzeń można mrozić i suszyć – też się da wykorzystać w myciu .Interesującym jest zastosowanie Yucca w medycynie dawnej – tak bardzo, że poczyniono studia nad możliwością użycia Yucca w terapii artretyzmu, z pozytywnym skutkiem – R.Bingham i B.A.Beller .  

A w razie, gdybyśmy mieli ziółek dość, możemy umyć się w roztworze sody oczyszczonej (1 płaska łyżeczka do herbaty na 2 szklanki wody, proporcje w zależności od tolerancji na sodę  ) – również włosy, chociaż włosom przydałby się wtedy dodatek soku z brzozy, a po myciu – spłukanie winnym octem .

Tyle na dziś o roślinkach zamiast mydła : ) .

———————

biochemia i doprecyzowanie : ) m.in. na:

www. ucjeps.berkeley.edu (Jepson Manual 1993 )

www. jn. nutrition.org. ( Arthritis study , R.Bingham , B.A.Beller ) , Journal of Applied Nutrition , vol.27)

F.Hochstaetter, „Yucca I”, Mannheim, 2000

Woda, słońce …żniwa .Kiedy zbierać, żeby mieć pożytek.

Lato do tej pory nas nie rozpieszczało . Parę dni wrzątku, potem znów ulewy- wszyscy wiedzą , jak było .Lamenty ogrodowiczów, że „za dużo wody” przyjmuję jednak z pewną wątpliwością .Nie mówię tu rzecz jasna o Powodzianach, gdyż na ich terenach faktycznie było ZA dużo. Mówię o tych, którzy normalnie podlewają, a teraz nie musieli ….ale przeważnie podlewali przed ulewami, „bo lato, bo nie spodziewali się, że „będzie lało”. Nie odczekali, czy będzie naprawdę sucho, o nie, lali.A później, że „plaga ślimaków”, że zgnilizna . Slimaki zawsze rozmnażają się wyjątkowo dobrze tam, gdzie człowiek podlewa bez opamiętania .Dla wielu będzie to co najmniej dziwnym, że trzeba zdać się na naturalną wilgoć ( chyba , że prawdziwa susza i istnieje niebezpieczeństwo utraty zbiorów ) , bo „zawsze podlewali” .

No i źle: rozleniwili rośliny, glebę , zaprosili ślimaki .Człowiek ma to do siebie, że kombinuje ; ), aby mu było lepiej, tyle , że najczęściej przekombinowuje .

Tego roku więc i ślimaki i zgnilizna i pleśń….

Dopilnujmy więc chociaż dobrego zbioru (jeżeli coś zostało), a jeżeli kupujemy warzywa i owoce na rynku – pytajmy, kiedy zostały zebrane – sprzedawcy przeważnie nie będą wiedzieli, jaki był znak (nie wymagajmy zbyt wiele : ), nam wystarczy dzień kalendarzowy, pozycję Księżyca znajdziemy przecież wszędzie )to bardzo ważne, jeżeli chcemy coś przetworzyć lub przechować.

Kalendarz księżycowy jest niezbędny do dalszego, korzystnego postępowania ze zbiorami.

Do bezpośredniej i szybkiej konsumpcji możemy kupować to, co zostało zebrane w każdym praktycznie dniu (bo już nie będę męczyć, że to z samego nowiu jakieś takie mało wartościowe 🙂 będzie ).Inaczej ma się rzecz z przetworami.

Oszczędźmy sobie roślin zebranych w dniu Panny , w te dni powstrzymajmy się też od przetwarzania: to świetne dni na prace w ogrodzie, ale nie na zbieranie -wyjątkiem jest zbiór pokrzywy do bezp.picia, sałatek , zup – ani przetwarzanie -produkty będą trzymały się słabo, mogą pleśnieć,
konsystencja też nie zadowoli- mówię o np. konfiturach przyrządzanych bez sztucznych dodatków, „żel-fixów” etc. Jeżeli chcemy „na gęsto”, to przyrządźmy owoce w głębokiej, może być miedziana, byle wtedy nie owoce kwaśne – patelni .Kwaśne – w ceramicznej .Wymaga mieszania, zachodu, ale warto .Kiedy? Księżyc w znakach Ognia /Baran, Lew, Strzelec (najlepsze) /- tak przed pełnią, jak i po pełni.Prawie równie dobre będą znaki Powietrza: Bliźniak, Wodnik, Waga .Niektórzy mówią, że „tylko po pełni”, ale doświadczenie pokazało mi, że słoje robione przed pełnią zamykają się też nieźle, a smakowo zawartość jest „pełniejsza”, aromatyczniejsza .

Niektórzy radzą też poczekać z pewnymi owocami do przymrozków, ale po pierwsze nie czekają ptaki : ) , którym i tak wypadałoby co nieco zostawić : ), po drugie – nie przedkładam smaku /bo po mrozie owoc jest „kruchszy, delikatniejszy, pozbawiony w sporym stopniu goryczki/ nad wartością – owoce jarzębiny mają po mrozie mniej wit.C . Czy więc warto czekać „na smak”?

Jarzębina robiona z miodem i tak jest świetna – bez względu na zbiór w ciepłe dni. Dla mnie ważne jest też, aby zbierać w dni słoneczne, aby zatrzymać najwięcej energii słońca – tego potrzebujemy przecież w ciemne, chłodne wieczory .

Nie zapominajmy o własnych mrożonkach – do nich zbieramy owoce/warzywa też w dni jasne, suche i w te same zamrażamy – jeżeli zrobimy to w dni , kiedy Księżyc „stoi” w znaku Wody (Ryby, Skorpion, Rak) , po rozmrożeniu będą ciapowate : ), wodniste, niewiele da się z nich przygotować .

Warzywa korzenne można pakować do słoi w dnie korzenia, czyli Koziorożca, Byka (Panna odpada) ,ale nie mniej dobrze konserwują się w dni Lwa, zresztą do słoja z np.marchewką i tak dodajemy liście chrzanu, laurowe – zależnie do smaku, więc chodzi o całość : ).

Przetwory pakujemy do piwnicy/spiżarni/na regały kuchni w te same dni, w które robiliśmy, czyli byle nie w dni Ziemi (Panna, Byk, Koziorożec) -tak potraktowane nie będą pleśnieć, psuć się – warto .

Z bogactwa propozycji letnich skarbów chciałoby się wymienić wszystkie, by każdy w zimie mógł zaczerpnąć słońca : ), ale być może wtedy umknęłyby najważniejsze, więc po kolei będę polecać to co uważam na najwartościowsze .Niedługo się skończą morele .Proszę robić nie tylko konfitury, ale i -chociaż nie pochwalam alkoholu pitego codziennie i/czy w nadmiarze -nalewkę, bo od lat stosowana jest w leczeniu anemii, wspomagania serca i ogólnie systemu krążenia, od lat wnosi do domu zimą lato -nienachalnie : ), bo przetrawione .

Na 100 dojrzałych, pachnących moreli z 90 wyjąć pestki ( o umyciu chyba wiadomo, że myjemy: ) : )), wszystkie (i te 10 z pestkami) włożyć do odpowiednio dużego słoja, zalać spirytusem pokrywając owoce, zamknąć solidnie i odstawić w ciemni na 3 miesiące .Następnie zlać, dodać po 1/3 szklanki cukru brązowego lub miodu na litr wlanego spirytusu ,spokojnie odczekać ,aż płyn przejmie cukier, przefiltrować przez płótno do butelek , zamknąć i pozwolić jej dojrzeć przynajmniej pół roku. Moreli nie musimy wzbogacać innymi składnikami: klasyczna, czysta jest doskonała sama w sobie .Jeżeli chcemy eksperymentować, można dodać 2 liście mięty czy pobawić się z łączeniem z np.melisą czy różą, ale moim zdaniem to „przedobrzenie”, które jednak nie wychodzi na dobre ani w smaku ani we właściwościach, ale de gustibus …; )