Category Archives: stare odmiany drzew owocowych

Sadzimy. Czy naprawdę wiemy, co ?

Majówki to czas giełd ogrodniczych, wystaw, czyli ożywionego handlu zielenią .

Parę z takich imprez udało się nam odwiedzić i konkluzje, no cóż, nie okazały się najradośniejsze .

Po pierwsze : sprzedawcy często nie mają pojęcia, co sprzedają, kupujący – co chcieliby rzeczywiście w swoim obejściu posiadać . Jak to możliwe ?

Odnośnie sprzedawców : w przypadku handlarzy roślinami zakupionymi od hodowców, jestem w stanie odrobinę zrozumienia wykazać, ale tylko odrobinę, ponieważ roślina to nie chińskie zabawki z naklejonymi informacjami „od lat 5″( co i tak jest zbędne, bo zwykle nie nadają się w ogóle do kontaktu ze skórą ), ale istota żywa, która, aby spełniała swoje funkcje – choćby i estetyczne ( jeżeli traktujemy ją już tylko funkcyjnie, co oczywiście nie jest ładne ), musi trafić w ręce kogoś, kto będzie umiał się z nią obchodzić i komu będzie potrzebna .

Nie zrozumiem na pewno informacji w sposób bezczelny wprowadzających kupującego w błąd, jak np. tabliczka ” garam masala ” na jednej z odmian …cząbru. Kiedy spytałam handlarkę, jak brzmi botaniczna nazwa sprzedawanej rośliny, usłyszałam :” To jest botaniczna .” Poinformowałam panią najdyskretniej, jak umiałam, że roślina o nazwie „garam masala ” nie istnieje i że jest to indyjska przyprawa, mieszanka, a to tutaj to cząber, ale pani tabliczki nie zmieniła .Widocznie miała to w nosie .

Nie zrozumiem też hodowców roślin, którzy uparcie twierdzą, że roślinka x jest mrozoodporną byliną, podczas, gdy absolutnie NIE jest i posadzenie jej w naszym gruncie skończy się przyjemnością trwającą akurat do pierwszego chłodniejszego deszczu .

Nagminne jest wmawianie kupującym właściwości, których roślina nie posiada (np. aromatyzacja alkoholu w przypadku zmutowanej i prawie w ogóle nie pachnącej, za to silnej i trudnej do wyplenienia trawy już pseudożubrówkowej  ) i przemilczanie cech mniej pożądanych, jak błyskawiczne rozrastanie się w ciężkie do opanowania, inwazyjne zarośla, co nie każdemu może się podobać .

Ubawił mnie sprzedawca róż z wystawionymi zdjęciami i napisanym: „czerwona”, „żółta”, „biała” . JAKA BIAŁA ? JAKA CZERWONA ?

Czy to możliwe, że hodując tę wspaniałe kwiaty nie jesteśmy w stanie ustalić ich odmiany, aby móc udzielić kupującemu jak najrzetelniejszych informacji ?

Dlaczego tak wielu sprzedawców doszło do wniosku, że rzetelność nie popłaca ?

Przecież są róże, które specjalnie nie nadają się np. do uprawy w rejonie północnym (nie ma zbyt wielu znawców starych metod, którzy potrafią przechować je w gruncie lub nawet w szklarni ) .Są takie, których cechy  – np. potężne, długie kolce sprawią, że amator je po prostu wyrzuci, kiedy tylko zaprezentują się w całej okazałości .Są takie nie znoszące cienia i takie, które zakwitną pięknie właśnie w cieniu . Czy to się nie liczy ? Czy jest nam aż tak obojętne, co się stanie z rośliną, którą sami wyhodowaliśmy ?

Przepraszam, ale to niesmak. Podejście do swojego towaru jest miarą wiedzy sprzedawcy. A w tym zawarty jest również szacunek do klienta ….lub jego brak .

Z obserwacji relacji klienci : handlowcy wynikało, że pytania dotyczące roślin powodowały u sprzedawców niepotrzebną nerwowość ( nie można być dobrym i nerwowym ogrodnikiem : ) i gubienie się w kłamstwach . Gdyby chociaż traktowali swoją niewiedzę z dystansem ( uczymy się całe życie i i tak nie wiemy wszystkiego ), mieliby pewnie lepszy utarg : ) .

Wyjątki były rzadkie, ale były – to pocieszające : ) .

Przyznaję, że sporą winę za taki stan rzeczy ponoszą klienci .

Dlaczego ? W 99 % kupują tylko wzrokiem, potem wzrokiem i ceną . Interesuje ich najczęściej reprezentacyjność, szybkie owocowanie lub kwitnienie, nie interesuje ich -lub rzadko – pochodzenie rośliny, gleba, gatunek, prawidłowa nazwa. Nic dziwnego , że sprzedawcy mają to gdzieś . Szkoda .

Ale to nie wszystko .Klienci narzekają na ceny, które wcale nie są bardzo wysokie, jeżeli chodzi o ten segment, nieładnie ujmując, towarów i robią to w sposób nieraz przykry :” Pan to se siedzisz i panu rośnie, a chcesz aż 10 : ) złotych za sztukę? „. Taki klient pewnie nigdy nie wyhodował sam drzewka, ale myśli, że wygląda to właśnie tak, jak przedstawił . Klienci chcą, aby rosło i tyle . Przychodzą nieprzygotowani, bo liczą na fachowość sprzedawców, a tu….błąd . Trzeba się było przygotować : ) .

Podsumowanie ? Z ogromną przykrością powiem  : zwycięstwo bylejakości i to w sporej części po obu stronach lady. Czy jest lepiej w szkółkach ogrodniczych ? Odrobinkę, a i to nie w każdej . Rośliny są często zalewane, chorują, zamiast wyleczenia – mają obcinane chore liście tak, że klient nie jest w stanie w pierwszej chwili zorientować się, czy kupuje zdrową. Chyba przeżyliśmy mały szok, bo nigdzie poza Polską nie spotkaliśmy roślin w tak przykrym stanie wystawionych do sprzedaży, ale wciąż bronimy przekonania, że to kraj w niczym nie ustępujący innym, że jak każdy, ma różne strony i to go w niczym nie dyskwalifikuje . Podobno Polacy kochają kwiaty. Na wystawach, w szkółkach, centrach ogrodniczych raczej tego nie zauważyłam. Zauważyłam pośpiech, zysk ponad wszystkim i totalne niedoinformowanie we własnym przecież interesie .

Zaczynamy więc, ze świadomością, że łatwo nie będzie .Zaczynamy z nadzieją, że będziemy mogli jednak poinformować o dobrych szkółkach i dobrych ogrodnikach .

Na wystawach chętnie kupowano drzewka owocowe .Pięknie .Odmiany były wypisane, a jakże ,choć nie zawsze zgodnie z prawdą : ), bo czereśnia „Buttnera ” nie jest tym samym, co  czereśnia „Burłat ” (niezgodność etykietek na drzewkach i tablicy przymocowanej na czereśniach ) .

Inna rzecz, że większości kupujących było to obojętne .

Czy powinno ?

W ofercie były przede wszystkim odmiany nowe, wielokrotnie „ulepszane „, aż do … zniszczenia podstawowych wartości rośliny : jej wytrzymałości, aromatu, smaku . Gdybyśmy pytali o stare, najlepsze z najlepszych odmiany, czy w końcu hodowcy nie byliby skłonni zająć się ich przywracaniem do łask ?

Dlaczego stare odmiany, wspaniałe, w większości całkowicie odporne na mróz, choroby, nie pękające w najcięższe deszcze zostały zastąpione przez „owocowe automaty”, zależne od nawozów, podlewania, okrywania … ?

Przy starych odmianach wystarczył nawóz naturalny, a i to nie trzeba było tego nawożenia pilnować, bo owocowały corocznie i wdzięcznie .Więc wyprodukowano NOWE .Takie, którym koniecznie potrzebne są jeszcze ZAPYLACZE, bo przecież trzeba sprzedać więcej . A nie można mniej, ale dobrze ?

Służymy więc niniejszym przykładami paru starych odmian czereśni, które warto, pod każdym względem warto mieć w swoim sadzie :

-Donissena żółta – małe wymagania glebowe, w Niemczech znana od XIX wieku, sprawdzona i u nas, wybitnie mrozoodporna

– Kanarkowa – urośnie wszędzie

– Różowa wczesna = Annonajska = Marmurkowa, b. wytrzymała na mróz

– Kunzego – b. wytrzymała na mróz

-Kassina wczesna – zanotowana od 1860, w miarę wytrzymała na mróz,

-Wielka Czarna Chrząstkowa, odnotowana w 1540 we Francji, dostępna w szkółkach niemieckich (Grosse Schwarze Knorpelkirsche ) oraz czasami w sadach śląskich czy warmińsko- mazurskich, b.aromatyczna, bez żadnych wymagań co do gleby i klimatu (pewnie poza pustynią : ) ),

– Schneidera późna chrząstkowa, a chrząstkowa oznacza m.in., że poza specyficzną strukturą miąższu owocuje corocznie i obficie – to kilka ze starych odmian doskonale u nas sprawdzonych .

Czy znalazłam na targach chociaż jedną z tu wymienionych ? Nie.

Jeszcze jedną sprawą, o której klienci powinni wiedzieć, są podkładki . Od nich zależy, czy drzewko będzie karłowe ( nie polecam, ale jeśli mamy maleńki ogródek, to cóż, trzeba kupić karłową ), czy będzie rosło silnie i wysoko i, w dużej mierze, czy zacznie chorować, przemarznie, zginie .

Aby nie wdawać się w dyskursy omawiające mnogość podkładek, powiem krótko: kiedyś czereśnie szczepione były głównie na tzw. antypce – Prunus mahaleb, teraz zmieniły się odmiany, często gleba, więc nie jest to już najlepszy pomysł, a i bywa, że w przeciwieństwie do wiśni, czereśnia nie zawsze antypkę „łapie „. Sama wybrałabym czereśnie na Prunus avium, czyli czereśni ptasiej, ponieważ jest to podkładka silnie rosnąca, wytrzymała i najlepiej korelująca z „przyczepioną ” odmianą – ostatecznie to rodzinka : )

Co do łaciny: kiedyś czereśnia po łacinie była Cerasus avium, teraz, wedle najnowszej nomenklatury – Prunus avium . I komu to było potrzebne….? : )

Mam nadzieję , że zbytnio się Państwo na krytykę nie obrazili, ale czasami spojrzenie z boku może zwrócić uwagę na rzeczy, które dotychczas omijaliśmy, a być może niepotrzebnie .Wierzę, że to początek pozytywnego dzielenia się wiedzą w drodze do szerszej świadomości  i że w następnych wpisach będzie już tylko pozytywnie : ).

A w kalendarzu księżycowym: od dzisiaj przez kolejne 4 dni ( do 12.maja włącznie ) jest najlepszy czas do sadzenia drzewek i wszelkich bylin .

___________________________

Czytelnia :

„Pomologia ” Prof . A. Rejman,

– termin „pomologia ” pochodzi z łac. pomum – owoc, ale i Pomony  – rzymskiej bogini sadów i ogrodów   

„Pomologie des praktischen Obstzuchters „, N.Gaucher , 1894

„Obstsorten „, G. Schaal , 1930

Reklamy